Siema :)
Miałam w ostatni weekend dodać drugą notkę, ale nie udało się. W tym tygodniu postaram się nadrobić pewne zaległości.
Tak więc, miłego czytania :3
Tosia
******
- Sporo wczoraj wypiłeś. - Powiedział Jared i położył nogi na stole - nawet chyba za dużo.
- Możesz mówić nieco ciszej? Łeb mi pęka, a po za tym Crystal zawsze może usłyszeć. - Odparł Shannon, który rozłożył się na kanapie - ale dzięki za ratunek z tej popieprzonej sytuacji. Gdyby nie to byłoby ze mną kiepsko, brata byś stracił.
- Spokojnie, Crystal się kąpie, nic nie słyszy. Widziałem cię przez okno jak wchodziłeś do hotelu. Zauważyłem, że na noc cię nie było, więc poleciałem ci z pomocą.
- Stary, żebyś wiedział, co...
- Wyobrażam sobie, nawet się domyślam.
- Co?
- Widziałem jak wychodzisz z bankietu razem z Sue. Logiczne było, że będę cię krył. Ale bro, teraz mi powiedz, co się działo. Tak poszedłeś, nic nie powiedziałeś, przegiąłeś z alkoholem.
- Muszę ci opowiadać? Sam dobrze wiesz jak to się skończyło.
- Szczerze mówiąc to nie pamiętam większości rzeczy. - Shannon westchnął, odchylił głowę i spojrzał w sufit - Rano obudziłem się w łóżku z Sue. W pierwszym momencie obeszło mnie uczucie, jakby ktoś walnął mnie czymś ciężkim w głowę. Przez chwilę siedziałem nieruchomo, oszołomiony sytuacją, nie wiedziałem, co się stało. Dopiero po jakimś czasie zacząłem kontaktować. Na szybko wszystko przeanalizowałem i stwierdziłem, że jednak będzie lepiej jak już sobie pójdę.
- Czyli tak jak myślałem. - Jared przyklasnął i zaśmiał się - czemu mnie to nie dziwi?
- Bro! Ja mam tutaj problem, a ty jeszcze się śmiejesz? Ani trochę mi tym nie pomagasz! Rano kiedy się obudziłem obok Sue to zapomniałem nawet jak się nazywasz. Wiesz, to raczej niezbyt codzienna sprawa. Teraz problem leży w tym, co dalej. Sądzę, że będzie wiedziała, że w nocy nie była sama. Co w tedy?
- Nie wiem, stary. Nie wiem? - Jared pokręcił głową, powstrzymując swój śmiech - co zrobiłeś, gdy już wstałeś?
- Jak to co? Przecież powiedziałem, że wyszedłem. Ubrałem się najszybciej jak tylko mogłem i zwiałem. Co twoim zdaniem miałem zrobić? Obudzić ją i powiedzieć "cześć kochanie. Byliśmy tak pijani, że się ze sobą przespaliśmy. Teraz wybacz, ale nie wiem co robić i uciekam"?
- Wiesz, ja nigdy nie byłem w takiej sytuacji...
- Sam widzisz.
- A zostawiłeś jej chociaż jakąś wiadomość, czy coś?
- Tak jak ona ostatnim razem?
- Shannon...
- Przeszło mi to przez myśl, ale zrezygnowałem. Chciałem już być u nas w hotelu i na spokojnie wszystko przemyśleć.
- Też dobrze. Widzę, że lecisz sobie na boki. Sue, Crystal... ciekawe która będzie kolejna? Stary, nie żałujesz sobie niczego.
- Jared! Ja mam tutaj niezły bigos, a ty się ze mnie nabijasz? Fajny mi brat, super.
- Ej, ej! - Frontman pokiwał palcem - a kto cię kryje przed Crystal?
- Głupi jesteś.
Jared wybuchł śmiechem i poleciał w bok. Ta cała sytuacja dosyć go bawiła. Zdawał sobie sprawę z tego, że jego brat nieźle się wkopał, ale nie brakowało w tym humoru. Wiedział, że teraz musi go kryć przed Crystal, ale tylko kwestią czasu było to, że o niczym się nie dowie. Muzyk w końcu opanował swój napad śmiechu, wyprostował się i spojrzał na Shannona z opanowaniem, mówiąc:
- To mamy problem.
- Co teraz mam zrobić? - Perkusista podszedł do fotela brata i usiadł na jego poręczy - może byś mi pomógł, co?
- Sam się w to wpakowałeś. Shannon, nie mam zielonego pojęcia.
- A innego koloru?
- A może ty zadzwoń do niej?
- Pogięło cię!? I co jej niby powiem?
- Tak i tak prędzej, czy później dojdzie do tej rozmowy. Jeżeli nie ty to ona pierwsza się odezwie.
- Wierzysz w to? Pewnie stanie na tym, że "nic się nie stało".
- To w czym widzisz problem? Sprawa sama się rozwiąże. Wyjdzie na to, że wszystko rozeszło się po kościach. To byłoby nawet lepsze. Nawet, jeżeli byście rozmawiali to i tak doszlibyście do wniosku, że to jednorazowa sprawa.
Shannon przewrócił oczami i podniósł się z oparcia. Zrobił parę kroków przed siebie i zatrzymał się. Swój wzrok skierował na okno. Zawsze, kiedy nie wiedział co zrobić, szukał w nim jakiegoś "wyjścia". Mogło to głupio wyglądać, ale to sprawiało wrażenie chęci ucieczki.
- A co z Crystal? - Spytał Jared po dłuższym milczeniu - powiesz jej, czy nadal wszystko ma być zatajone?
- Sam nie wiem? - Shannon wzruszył ramionami i zerknął na brata - teraz w sumie mi to obojętne.
- Bo ci na niej nie zależy. Myślisz, że tego nie widać? Przecież wiem, że ona jest tylko jedną z twoich rozgrywek. Powrót do przeszłości?
- A ja wiem?
- Bo jak mógłbyś ją kochać, czuć do niej cokolwiek, skoro to Sue nadal zajmuje pierwsze miejsce na twojej liście?
- Czy musimy wracać do tego, co było?
- Sam to zrobiłeś w nocy, braciszku.
- Nie denerwuj mnie.
- Bo co? Prawda cię, aż tak boli? Kochasz ją i się nie wypieraj się jak żaba błota. Sam sobie doskonale z tego zdajesz sprawę, tylko boisz się przyznać przed innymi. Tak właściwie, czemu nie możecie do siebie wrócić?
- A ty co? Jeszcze się za nią wstawiasz?
- Nie, Shannon. Czasem dumę trzeba schować do kieszeni, a każdemu trzeba dać drugą szansę. Sam nie raz tak mówiłeś. Teraz tym bardziej jest na to okazję. Sądzę, że ona...
- Ona, ona, ona... - Shannon pokręcił głowę - chyba na tym skończymy ten temat.
Sue snuła się po kuchni z kubkiem kawy w dłoni. Próbowała sobie przypomnieć zdarzenia z ostatniej nocy, lecz było to jak łapanie motyla. Raz się chwyciło, ale zaraz uciekało. Usiadła przy stole i o parła się czołem o jego brzeg. Zachodziła w głowę nad tym, co się tak naprawdę stało. Nie musiała się długo domyślać, że nie spała sama. Rano obudziła się prawie naga, a w sypialni unosił się zapach męskich perfum, które tak bardzo były jej znane. W pierwszym momencie, trwała w zastanowieniu, lecz kiedy znalazła małą zgubę, zagwozdka znikła. Z pościeli wygrzebała drewnianą bransoletkę, której właściciel niegdyś był jej tak bliski. To było pewnym tropem.
Dziewczyna w końcu uniosła głowę i zamrugała oczami. Nie wierzyła w to, co się stało. Co prawda, pamiętała niezbyt wiele, lecz nie musiała. Spojrzała w stronę bransoletki, która leżała tuż obok niej na stole. W jej głowie kłębiło się od tylu myśli, które nie dawały spokoju, ani na sekundę. Te wszystkie złe i dobre wspomnienia zaczęły do niej wracać. Nie umiała się tego wyprzeć, chociażby nawet mocno tego chciała. Podparła się łokciem o stół i zamknęła oczy. Czuła jakby właśnie była tam, gdzie kiedyś, z nim. Nie sprawiało to już bólu, żalu, złości, lecz tęsknotkę, która zżerała ją od środka.
- Cholera. - Mruknęła pod nosem - czemu on mi to robi?
Do drzwi rozległ się dzwonek. Sue zaraz do nich doskoczyła i otworzyła zamek. U progu pokazał się Gabriel cały uśmiechnięty. Ręce otworzył na rozcież, by móc uściskać swoją siostrę. Dziewczyna natychmiast rzuciła mu się na szyję, mocno ściskając.
- Ej, ej... - Wydusił z siebie Gabriel, próbując uwolnić się z jej uścisku - chcesz mnie udusić, czy jak? Tak swoją drogą, niezły z ciebie siłacz.
- Cześć. - Odpowiedziała mu z radością w głosie, po czym odsunęła się o parę kroków - cieszę się, że cię w końcu widzę.
- Dawno wróciłaś do LA?
- Właściwie to jakieś dwie godziny temu?
- Zwariowałaś? - Gabriel zamknął za sobą drzwi - dopiero, co wróciłaś, a już gości zapraszasz?
- Lot nie był taki zły, a koniecznie chciałam się z tobą zobaczyć.
- Coś się stało?
- Właściwie to... - Sue przygryzła usta - właściwie to nie. Chciałam się z tobą po prostu spotkać.
- No dobrze. W takim razie, gdybym mógł cię poprosić o herbatkę to byłbym bardzo wdzięczny.
- To chodź ze mną do kuchni.
Dziewczyna stała oparta o blat, spoglądając w stronę czajnika, w którym woda powoli zaczynała się gotować. Zaraz to skierowała swój wzrok na Gabriela. Pomyślała o tym, by może opowiedzieć mu o wspólnej nocy z Shannonem, ale nie była tego pewna. Obawiała się jednak krytyki. Wiedziała, że to, co się stało może nie było kiepskim pomysłem, ale co się stało, nie odstanie się. Też nie mogła powiedzieć, że żałuje. Z drugiej strony był to pełen spontan, coś czego jeszcze nie było. Jej wspomnienia odżyły, ale niekoniecznie można to było wziąć na stronę pozytywów. Przecież to była jedna noc, która tak naprawdę nic nie znaczyła. Byli pijani, właściwie nic nie pamiętali. Jednak sam fakt, że znów byli ze sobą tak blisko, przygniatał Sue od środka i zostawiał w dwuznacznej sytuacji.
- Mam newsa. - Powiedział Gabriel, odrywając siostrę od zamyślenia - naprawdę sporego.
- Mów. - Dziewczyna otrząsnęła się i jakby nigdy nic uśmiechnęła się - opowiadaj mi tu natychmiast.
- Ja i Dorain otwieramy biznes.
- Ooo, konkretniej?
- Pamiętasz jak ci wspominałem o wymarzonym studiu tatuażu?
- Serio?
- Tak. - Gabriel pokazał szereg zębów - odłożyliśmy trochę pieniędzy i udało się. Niedawno kupiliśmy lokal. Nic ci nie mówiłem, żeby nie zapeszać.
- To świetnie!
Sue podeszła do brata, objęła go mocno i ucałowała w czubek głowy. W końcu dała mu odetchnąć i usiadła na krześle obok. Zasłoniła usta dłońmi, ale dało się zobaczyć pojawiające się w jej policzkach dołeczki.
- Lokal wymaga małego remontu. Nie jest w super hiper stanie. Jeszcze trzeba go dostosować na odpowiednie potrzeby, kupić sprzęt, umeblować, wiesz i cała reszta. - Mówił dalej - ale to kwestia czasu. Teraz zostały jeszcze małe formalności z byłym właścicielem. Zaraz się z tym uporamy.
- W końcu masz swoje wymarzone studio tatuażu. - Odpowiedziała Sue i oparła się podbródkiem o stół - w końcu doszedłeś do celu.
- Nawet nie wiesz jak się cieszę! Dorian wiedział, że o tym marzę to dorzucił się do interesu. Sam z tego też będzie miał zyski. Myślimy, by zgarnąć do siebie paru dobrych tatuażystów. Oczywiście też nie wyobrażam sobie, żeby w tym wszystkim zabrakło Corneli. Już sobie wyobrażam to wszystko. Jak tylko o tym pomyślę to się uśmiecham.
- Póki co trzeba się zająć podstawowymi sprawami.
- Tak, tak. - Gabriel przytaknął jej - a wiesz co będzie później?
- Mhm?
- Polecimy sobie razem do Polski. Nie sądzisz, że trzeba poznawać swoje korzenie? Zobaczysz tyle nowych miejsc, o jakich nie słyszałaś. Przedstawię ci część rodziny od strony mamy, będą zachwyceni.
- Gabriel - Sue zmarszczyła czoło - to naprawdę fajnie wygląda, gdy się o tym mówi, ale też weź pod uwagę moją sytuację. Sam dobrze wiesz jak to wszystko się potoczyło i...
- Będzie dobrze, zaufaj mi. Nie martw się na zapas. Weźmiesz sobie powiedzmy tydzień wolnego i będzie gitara.
- Jak ja lubię ten twój entuzjazm.
- A czego tu się bać? No dobra, może i jest, ale trzeba to przełamać. Nigdy cię nie ciekawiła reszta rodziny, to, co się działo jak wyglądało i, i...
- Gabriel, sam wiesz jak jest. Kiedyś może i chciałam, ale teraz? Minęło już tyle czasu, dawno temu sobie to odpuściłam. Czy jest sens do tego wracać?
- Sue, po prostu mi zaufaj.
- Postaram się.
Słońce znikło z nieba, a za nie pojawił się księżyc. Jego blady blask rozprysł się na całe Miasto Aniołów, a towarzyszyły mu mrugające gwiazdy. Dziewczyna leżała u siebie w łóżku okryta do pasa kołdrą. Przekręcała się z boku na bok, nie mogąc zasnąć. Za dużo wrażeń, emocji, wszystkiego. To nie dawało jej zmrużyć oka, mimo tego, że była zmęczona. Przekręciła się na plecy i cicho westchnęła. Dłonie ułożyła na brzuchu, znacznie płycej oddychając.
Przed nią były duże, drewniane drzwi. Powoli i niepewnie do nich podeszła. Chciała nacisnąć na klamkę, lecz się bała, jakby miała ją zaraz ugryźć. Przełknęła ślinę i wyciągnęła rękę przed siebie. Otworzyła drzwi i stanęła w ich progu. Jej oczom ukazała się duża sala, która była zapełniona gośćmi. Po jej środku ciągnął się długi, czerwony dywan. Sue rozejrzała się ponownie i powoli zaczęła stąpać przed siebie. Czuła na sobie wzrok ludzi, którzy ją otaczali. Starała się o tym nie myśleć, lecz na marne. Wzrok wbiła w podłogę, nie chcąc na nikogo patrzeć. Idąc tak przez parę dłuższych chwil, w końcu uniosła głowę. Nagle jej ciało zaczęło drętwieć. Stanęła po środku przejścia. Nie wierzyła własnym oczom. Na końcu stał uśmiechnięty Shannon, ubrany w czarny garnitur. Jednak nie był sam. Tuż obok niego była Crystal, wystrojona w białą sukienkę, która błyszczała w blasku świateł. Na jej głowie spoczywał wianek z drobnych kwiatów, spuszczone włosy opadały na jej plecy. Odwróciła się w stronę Sue i uśmiechnęła ze złośliwością. W jej oczach dało się wyczytać drwinę. Jej wzrok na wskroś przeszywał niebieskowłosą. Przez to czuła jak jej kolana się uginają. Spojrzała rozpaczliwie w stronę Shannnona, lecz i on nie wykazywał większej sympatii. Na jego twarzy wymalowane było czyste politowanie. Sue pokręciła głową. Co to miało znaczyć? Chciała coś powiedzieć, lecz nawet nie wiedziała, co byłoby odpowiednie w tej sytuacji. Poczuła jak coś ściska ją w żołądku, serce bije znacznie szybciej, głowa pulsuje. Czy to właśnie wtargnęła na ślub tych dwojga? Czy właśnie z niej zadrwili. Dziewczyna zrobiła parę kroków w tył, potykając się o własne nogi. Jej oczy powoli stawały się mokre od łez, które spływały po jej policzkach, rozmazując puder. Spuściła głowę, spoglądając na czubki swoich butów.
- I co ci z tego było!? - Usłyszała głos Crystal - po co tu przychodziłaś? Nie chcemy cię tu. Co ty sobie myślałaś? Sądziłaś, że Shannon woli ciebie, niż mnie? Dziewczyno, przejrzyj na oczy! On już nigdy nie wróci! Ma teraz mnie. Nie ma tutaj porównania, złotko. Po za tym, dobrze się stało. Ułatwiłaś mu pozbycie się problemu, dzięki czemu ja teraz mogę ci podziękować. Uciekaj, raz raz, króliczku.
Sue natychmiast usiadła. Położyła dłoń na klatce piersiowej, łapiąc oddech. Zamknęła oczy kręcąc głową. Starała się uspokoić oddech. Czuła jak po jej ciele przechodzą dreszcze, po czole spływają jej kropelki potu. Zakryła twarz dłońmi lekko się kiwając.
- To tylko sen - szepnęła - to tylko zły sen.
Cała drżała. Odkryła twarz i rozejrzała się po pokoju. Panowała ciemność. Za oknem nadal była noc, a do świtu było jeszcze trochę. Sue zdjęła z siebie kołdrę i wstała z łóżka. Jednym ruchem ręki zapaliła małą lampkę i zaczęła chodzić w jedną i w drugą stronę. Złapała się za głowę. Nie sądziła, że zwykły sen jest w stanie nią wstrząsnąć. Jednak nie był on byle jaki. W końcu to był ślub Shannona i Crystal. Niby nie powinno jej to ruszać, zdrowy rozsądek jej na to nie pozwalał. Jednak emocje i uczucia wzięły górę. Podeszła do półki nocnej i chwyciła za komórę. Zaczęła w niej szukać numeru perkusisty. Na ekranie ukazały się cyfry. Już chciała naciskać zieloną słuchawkę, ale zawahała się. Rzuciła telefon na łóżko i wyszła do pokoju dziennego. Ruszyła przez nie do balkonu. Mocno szarpnęła za klamkę i poczuła świeże powietrze. Poczuła pod stopami kamienne kafelki. Zgarnęła ze stolika paczkę papierosów i zapalniczkę.
- I co chciałam mu powiedzieć? - Mówiła w swoich myślach - co mi odbiło, by do niego dzwonić?
Dziewczyna oparła się o barierkę i zaciągnęła się. Otoczył ją siwy dym. Teraz nie wiedziała, co ma o tym wszystkim myśleć. To w końcu był tylko sen. Jednak gdyby okazało się to rzeczywistością...
- Jednak nadal - powiedziała sama do siebie - jednak nadal go kocham.
Sue stała przy stole w pokoju projektów. Przeglądała ostatnio zrobione szkice. Każdy szkic dokładnie oglądała w zastanowieniu. Było nieco do poprawy, ale nie wymagało to większego wysiłku. Dziewczyna sięgnęła po kolejną kartkę.
- Niezłe są.
Usłyszała obok siebie. Zmarszczyła czoło i uniosła wzrok. Jej oczom ukazał się szczupły chłopak o ciemnych włosach. Sue tylko się uśmiechnęła i zaraz wróciła do prac. Nie chciała, żeby teraz ktoś jej przeszkadzał.
- Naprawdę są dobre.
Sue znów oderwała wzrok od kartki i spojrzała na chłopaka. Pokręciła głową z zrezygnowaniem, domyślając się, że robi to specjalnie. Założyła ręce i parsknęła śmiechem.
- Te projekty są twoje...? - Zaraz dodał - znaczy pani.
- Owszem. - Sue w końcu mu odpowiedziała - ale niektóre nie.
- A ten, który właśnie trzymasz?
- Ten tak.
- Widać, że odpowiednia osoba na odpowiednim miejscu.
- Widzę, że bez skrupułów zaczepiasz ludzi.
- Jeżeli to denerwujące to przestanę.
- Da się znieść.
- Jestem Natan .- Chłopak wyciągnął dłoń w jej stronę - miło mi.
- Sue.
- Większość osób jest tutaj mało komunikatywna.
- Zdążyłam zauważyć. Sądzę, że ja jestem jednym z nielicznych wyjątków. A tak spytam, ty jesteś tu jako kto? Z góry przepraszam, jeżeli...
- Modelem. Właśnie niedawno przyjechałem na sesję, ale okazało się, że fotograf nieco się spóźni.
- No dobra.
- A jesteś teraz zajęta?
- To znaczy? - Sue uniosła brwi - co masz na myśli?
- W sensie, czy masz chwilę czasu na lunch?
- To jest propozycja?
- Jak najbardziej.
- Widzę, że nie tracisz czasu, kolego.
- Jak odmówisz to zrozumiem. Nie chcę iść sam, więc...
- Więc do mnie podszedłeś? - Sue zaśmiała się - mogę się zgodzić.
- Tu za rogiem jest świetna knajpa.
- No dobrze.
- To idziemy?
Lokal był dosyć przyjemny. Nie było zbyt wielu ludzi, ale mimo tego Sue i Natan zajęli stolik na zewnątrz. Pogoda dopisywała, więc czemu siedzieć w środku. Dziewczyna w najlepsze zajadła się kalorycznym ciastkiem z bitą śmietaną. Jednak widząc, że chłopak modli się nad swoją sałatką, nie miała oporu, by nie zagadać:
- Rozumiem, że anoreksja?
- Muszę się trzymać norm. - Odparł Natan i uśmiechnął się - jaki zawód, taki styl życia.
- Nie rozumiem jak można nic nie jeść? No, przynajmniej w tak małych ilościach i właściwie samą sałatę.
- Oj, nie przesadzaj. Po za tym, jeszcze z głodu nie umarłem.
- Dobre sobie. Ja bym tak nie umiała.
- Do tego trzeba silnej woli.
- Mi jej brakuje, zdecydowanie.
Sue parsknęła śmiechem, wskazując palcem na swój talerzyk. Właściwie zaraz stał się on pusty. Dziewczyna miała słabość do słodyczy. Nie umiała sobie odmówić. Oparła się wygodnie o miękkie oparcie fotela i spojrzała na modela. Wydawał się być całkiem ok. Była zaskoczona, że od tak zaprosił ją na lunch. Sama sobie się dziwiła, że na to przystała, ale też czemu miałaby odmówić.
- Długo pracujesz w redakcji? - Spytał, dziobiąc widelcem w sałatce.
- Od niedawna. - Niebieskowłosa wzruszyła obojętnie ramionami - jakiś czas. Na razie jestem zadowolona, ale zobaczymy, co będzie dalej.
- Za taką pracę można zabić.
- Coś o tym słyszałam, ale sądzę, że sama bym się na to nie porwała.
- Wiesz, w dzisiejszych czasach...
- Teraz już nic nikogo nie dziwi.
- Dokładnie.
- Może jednak skusisz sie na ciastko?
- Nie ma opcji.
- Oj, daj spokój.
- Ale... - Natan przechylił głowę w bok - no dobra. Jedno ciastko na jakiś czas to nie grzech. Dla ciebie mogę się poświęcić.
- Ale zaszczyt mnie kopnął.
Shannon wszedł ze złością do środka, trzaskając za sobą drzwiami z całej siły. Jego twarz nabrała koloru czerwieni, jego mięśnie były napięte, a wyraz jego twarzy sam o sobie świadczył. Był to jednoznaczny sygnał, coś się stało.
- Bro? - Spytał Jared, który słysząc perkusistę wyszedł z łazienki, owinięty w pasie ręcznikiem - co się dzieje? Wpadasz od tak sobie i co? Jeszcze trzaskasz drzwiami. Zachowuj się i pamiętaj, że jesteśmy w hotelu. Nie chcę nieprzyjemności. Po za tym jest późno. Jestem zmęczony po koncercie i...
- Tylko go dorwę... - wycedził przez zęby straszy Leto - łeb mu urwę!
- Shann! Uspokój się, oddychaj, usiądź.
- Nie mam zamiaru !
- Przepraszam, że tak bez pukania, ale ja... - Do apartamentu wszedł Tomo, który na widok rozzłoszczonego Shannona zaraz dodał pytanie - co tu się dzieje?
- Sam go spytaj. - Burknął Jared - na razie sam nic nie wiem.
Perkusista chodził po całym pokoju, łapiąc się za głowę. Nosiło nim tyle emocji, że sam nie wiedział, co ma ze sobą zrobić. Wyglądało to tak, jakby miał zaraz wybuchnąć.
- Bro - zaczął Jared - co się dzieje?
- Zatłukę tego gnoja! - Zawołał ze złością w głosie Shannon - naprawdę zrobię mu krzywdę.
- Komu?!
- Temu frajerowi, który...
- Który co? O kim ty do cholery mówisz?
Shannon w końcu stanął i bez wahania, opadł na kanapę. Spojrzał na pozostałych nieporadnym wzrokiem. To, czego właśnie się dowiedział dosyć mocno go zdenerwowało. Gdyby nie to, że byli z nim Jared i Tomo, sam nie wiedział, do czego mógłby się posunąć.
- Wiecie co? - Zaczął perkusista - właśnie napisał do mnie kumpel, który właśnie jest w LA. Nie widziałem się z nim dosyć długo, więc nie wie, że...
- Konkrety. - Napomniał mu Tomo - konkrety.
- Przecież mówię! Wiecie co mi napisał? Ponoć widział Sue z jakimś melepetą. Zabawne, bo ponoć jest modelem. Przerzuciła się na kości? Jak go tylko spotkam to obiecuję, że z jego twarzy zrobię origami.
- Shannon! Wyluzuj. Przecież...
- Co przecież, co przecież? Sue łazi po knajpach z jakimś pedałem, a ja mam tak sobie spokojnie siedzieć? Kpisz sobie ze mnie?
- Nie, tylko widzę, że Sue ma podobny gust do ciebie. Ty też lubisz ostatnio kości, więc...
- Nie denerwuj mnie!
- Shanny, Shanny... - Jared pokręcił głową - i co z tego?
- Jak to co?
- A jednak nie jest ci obojętna.
Shannon natychmiast poderwał się i podszedł do ściany, po czym cisnął w nią dłonią. Na samą myśl, że Sue mogła z kimś innym się spotykać, działała na niego w taki, a nie inny sposób. Najchętniej to zaraz pojawiłby się w Mieście Aniołów, by obić twarz temu delikwentowi.
- Nie przesadzasz? - Spytał Tomo - ona ma swoje życie, a ty swoje. Sue jakoś nie robi ci wyrzutów, o to, że umawiasz się z Crystal. Chyba, że po waszej wspólnej nocy...
- Jutro lecę do Stanów. - Rzucił po chwili namysłu Shannon - tak nie będzie.
- A trasa?
- Jutro nie mamy żadnego koncertu, więc mam czas. Spokojnie, zdążę.
- Polecisz tam i co?
- Jak to co?
- Rany boskie. Shannon zaczął patrzeć na oczy...
wtorek, 29 kwietnia 2014
poniedziałek, 21 kwietnia 2014
rozdział 51 - In my mind
Hej :)
Obiecałam, ze w poniedziałek dodam, tak wiec i jest. Przepraszam, że nie jest taki długi, ale muszę wszystko odpowiednio rozkładać na rozdziały. Następny będzie dłuższy.
Zapraszam do czytania ^^
Do miłego,
Tosia <3
********
Był to jeden z najlepszych i ekskluzywnych hoteli w Paryżu. Tutaj zatrzymywały się jedynie osoby z pełnym portfelem i złotą kartą. Koszt jednej nocy, był niczym miesięczny czynsz za mieszkanie. Sue przekroczyła próg swojego apartamentu. Zostawiła swoje bagaże na przedpokoju i nie czekając, zaczęła się rozglądać. Była sypialnia, łazienka, kuchnia i mały salon. Wszystko tam było takie idealne, czyste i schludne. Pachniało świeżym powietrzem, zmieszanym z olejkiem o zapachu kwiatu wiśni. Dziewczyna przeszła po pokoju dziennym i podeszła do drzwi balkonowych. Delikatnie je otworzyła. Wyszła na zewnątrz. Co jak co, ale widok miała przepiękny. Mogła zobaczyć prawie, że całe miasto, które z tej wysokości prezentowało się rewelacyjnie. Sue oparła się o barierkę i uśmiechnęła się sama do siebie. Z kieszeni bluzy wyciągnęła paczkę papierosów, a zaraz nad nią unosił się szary dym. - No kochana - pomyślała - jesteś w raju. Kto, by pomyślał?
Spoglądała na piękne miasto z zachwytem. Ilekroć gdzieś wyjeżdżała, zamieszkiwała, nigdy wcześniej nie było tak jak w tym momencie. Poczuła się cudownie, jakby wstąpiła do raju. Później pokaz, który miała oglądać w pierwszym rzędzie, impreza na najwyższym poziomie, taki prestiż. Czego tu chcieć więcej? Sue usiadła na wiklinowym krześle i cicho westchnęła. Bezapelacyjnie musiała później zrobić zdjęcie tego miejsca, by móc się pochwalić Anabel i Gabrielowi. Dziewczyna oparła się i ponownie zaciągnęła się papierosem. Nie miała wiele czasu na szykowanie na pokaz, ale chciała odpocząć po locie. Przez ten czas siedziała jak na szpilkach, tak nie mogła się doczekać. Przecież jak można się pokazać w takim stanie ludziom? To niedopuszczalne.
Sue zamknęła dopływ wody i po omacku odnalazła swój ręcznik. Zanim się nim obwinęła, przetarła twarz. Otworzyła drzwi i na boso pospacerowała do kuchni. Czuła jak z końcówek jej włosów kapie woda. Podeszła do blatu i złapała za szklankę soku. Upiła z niej trochę i z powrotem odstawiła szkło. Po tym prysznicu czuła się o wiele lżej i lepiej. Z nadgarstka zdjęła gumkę i spięła nią swoje niebieskie włosy. Jeszcze raz tylko rozejrzała się po kuchni i podjęła decyzję, że jednak już pora zacząć się szykować.
Stała przed lustrem i robiła ostatnie poprawki w swoim luźnym koku. Właściwie to wszystko było już dobrze. Dziewczynie ostatnio przeszło przez myśl, by może pofarbować włosy, lecz jednak ten niebieski był jej znakiem rozpoznawczym. Sue poprawiła rękawki sukienki i pokiwała głową. Właściwie była już gotowa do wyjścia. Rozejrzała się za swoimi czarnymi szpilkami. Gdy je tylko dostrzegła, zaraz stopy w nie wsunęła. Teraz stała się nieco wyższa, niż w rzeczywistości. Uśmiechnęła się do swojego odbicia i obróciła się parę razy. Była zadowolona. Złapała za kopertówkę leżącą na łóżku. Obejrzała się jeszcze przez ramię z myślą, czy może o czymś nie zapomniała, lecz stwierdziła, że nie.
Czarny samochód już czekał przed hotelem. Dziewczyna wsiadła do niego i zajęła wolne miejsce obok redaktor naczelnej. Kobieta spojrzała na nią i posłała jej uśmiech. Miało to oznaczać, że wygląda odpowiednio dobrze. Sue czuła się podekscytowana, w końcu to był jej pierwszy pokaz. Oczywiście wiedziała, że nie jest to jedyny raz. Samochód ruszył. Dziewczyna spoglądała przez szybę na szybko migające przed jej oczami miasto.
- Mam nadzieję, że dobrze się przygotowałaś? - Powiedziała w pewnym momencie redaktor - nie chcę, byś narobiła wstydu.
- Spokojnie. - Odparła stanowczo Sue - a ma pani powody do obaw?
- Jak zwykle pewna siebie, bardzo dobrze. To oznacza, że pójdzie ci dobrze.
Dziewczyna blado się uśmiechnęła. Doskonale wiedziała, co ma robić, jak się zachowywać i co mówić. Zdążyła się już nauczyć. Praca w redakcji dawała jej sporo nauki, którą wychwytywała i łykała bardzo szybko. Zapowiadała się rewelacyjna noc.
Na miejscu były tłumy ludzi, oczywiście nie byle jakich. Projektanci, artyści, osoby, które wiele znaczą dla świata mody. Śmietanka towarzyska. Sue zasiadła w pierwszym rzędzie. Z krzesła zdjęła karteczkę ze swoim imieniem i nazwiskiem. Schowała ją do kopertówki, by zachować sobie ją na pamiątkę. Pierwszy pokaz to już coś. Dziewczyna rozglądała się na prawo i lewo. Wszyscy goście powoli się zbierali. W końcu zaczęło się. Na wybieg wyszła modelka, która otwierała pokaz. Jej sukienka sięgała do ziemi, była lekka, błyszcząca i nad wyraz ładna. Zaraz po niej pokazywały się inne dziewczyny. Sue z zaciekawieniem oglądała każdą kreację. Musiała przyznać, wszystko na wysokim poziomie. Wygodnie oparła się i przyglądała. Wszystko było normalne, dopóki nie widok Crystal. Tak na dobrą sprawę nie mogło być to zaskoczeniem, gdyż blondynka była modelką. Sue uniosła znacznie wyżej głowę z zawiścią patrząc na dziewczynę. Nie dało się ukryć, że nie darzyła ją zbytnią sympatią. Lekko zmrużyła oczy. Była ciekawa, czy ona ją spostrzegła. Nawet gdyby, nie mogła się ujawnić, była na wybiegu.
- Coś się stało? - Spytała redaktor siedząca obok - jakoś dziwnie się spięłaś?
- Nie, nie... - Skłamała Sue, udając rozluźnienie - nic.
Jak zwykle odbył się bankiet. Każdy z każdym rozmawiał, pił, dyskutował, bawił się. Sue prawie cały czas nie odstępowała swojej redaktor. Jednak kiedy na chwile odwróciła wzrok, kobieta znikła gdzieś w tłumie. Dziewczyna przygryzła wargę. Miała jej teraz szukać? Została pozostawiona sama sobie. Ile mogła być taką Sierotką Marysią? Wzięła się w garść i podeszła do jednej z grupek. Zauważyła pośród nich warte poznania postaci. Przedstawiła się i lekko ugięła przy tym kolana. Do twarzy przylepiła uśmiech i już było lżej. Pierwsze koty za płoty. Później szło jeszcze lepiej i w sumie gładko. Spodobało się jej. Chwyciła za kolejny kieliszek szampana. Niektórzy ludzie nawet ją kojarzyli, co przyprawiało o uśmiech i zadowolenie. Dziewczyna przystanęła gdzieś z boku, by móc się rozejrzeć po tłumie. Właściwie już prawie z każdym rozmawiała. Kiedy znów upijała z kieliszka, poczuła szturchnięcie w plecy. Szampan automatycznie pociekł z jej ust. Sue przełknęła resztę i obejrzała się przez ramię.
- Przepraszam. - Powiedział mężczyzna - wszystko ok?
- Tak, tak. - Sue pokiwała głową - nic się nie stało/
- To dobrze.
- Jak pokaz?
- Całkiem dobry. Wyłapałem nawet nowe twarze na wybiegu i sądzę, że trzeba pomyśleć nad nowymi sesjami.
- Czekaj, czekaj... - Dziewczyna zmarszczyła brwi - Terry Richardson?
- No tak, nie widać? - Zaśmiał się - ciebie też skądś kojarzę.
- Tak?
- Ej, cholera. To nie ty pracowałaś z Jaredem?
- Właściwie to z zespołem, ale tak, to ja.
- Ale numer. Słyszałem trochę o tobie.
- A chociaż dobre rzeczy?
- Nic złego. Tak po za tym, ty przypadkiem nie byłaś z Shannonem?
- Mhm. Ale to już zaległy temat, niekoniecznie chcę do tego wracać.
- Dobra, rozumiem.
Sue uśmiechnęła się mimo woli i na chwilę spojrzała gdzieś w bok. Właśnie rozmawiała z dobrym kumplem Jareda. Grunt, że odpuścił sobie pogadankę o Shannonie.
- Wiesz co? - Mówił dalej - mogę ci dać swoją wizytówkę.
- Tak jasne - odparła.
- Sądzę, że fajnie wyszłyby z tobą zdjęcia, co ty na to?
- No dobra. Czemu nie?
- A kiedy wracasz do LA?
- Pojutrze.
- To świetnie. Jak już będziesz w Stanach to daj mi cynka.
Zanim Sue zdążyła mu odpowiedzieć, on zniknął z jej oczu. Trzymała w dłoni kawałek prostokątnego kartonika. Spojrzała na niego i uniosła brew. Może faktycznie było warto? Co z tego, że to kumpel braci Leto, ale ona to zupełnie inna sytuacja. Zaraz sięgnęła po kolejny kieliszek. Czuła, że nie wróci z tego bankietu trzeźwa. Dziewczyna zaczęła patrzeć za kimś, do kogo mogłaby podejść i zagadać. Nie miała ochoty na stanie pod ścianą samotności. W końcu wyłowiła wzrokiem wysoką brunetkę, której twarz wydała się dosyć znajoma. Ale tak naprawdę tak było prawie z każdym na sali. Sue już chciała zrobić krok, jednak się zawahała. Spoglądała w bok z niedowierzaniem. Jej oczy zaświeciły, zrobiły się większe, twarz jakoś straciła rumieńce. Nie wiedziała, co było gorsze; spotkać Crystal, czy jego. Dziewczyna stała jak wmurowana nie wiedząc, co ma ze sobą zrobić. Osoba, której się tak bacznie przypatrywała, robiła to samo. Najwidoczniej obie strony nie przypuszczały, że dojdzie do takiego spotkania. Sue poczuła jak jej dłonie drętwieją, twarz się naciąga, a usta powoli rozchylają. Teraz na drodze tylko stało pytanie: "podejść, czekać, czy wiać?". Jednak, zanim zdążyła przemyśleć, którąś z tych propozycji, on stał dosłownie parę centymetrów przed nią.
- Co tu robisz? - Spytał z dezorientacją Shannon - nie sądziłem, że...
- Że mnie tu spotkasz? - Sue dokończyła na niego - też tak myślałam. Tak się składa, że moja praca wymaga wielu rzeczy jak na przykład pojawianie się w takich miejscach.
- Przyszedłem z Jaredem i Terrym Richardsonem.
- Właśnie go poznałam, wydaje się być całkiem ok.
- I jest.
- Gracie teraz w Paryżu?
- Wczoraj mieliśmy koncert. Zostaliśmy na chwilę, by odpocząć.
- Mhm, rozumiem.
Sue przygryzła poliki, napięła mięśnie i delikatnie się wyprostowała. Nie wiedziała jak ma teraz się zachować. Mimo, że ich ostatnie relacje nie były za najlepsze, rozmawiali całkiem normalnie. Dziewczyna na chwilę spuściła wzrok. Tak naprawdę nie wiedziała sama, czy chce z nim tu stać, czy jednak wolałaby iść. Mimo wszystko, coś w nim, nadal ją pociągało.
- A co z Crystal? - Spytała po chwili na namysłu - była na wybiegu.
- To miała być złośliwość? - Odparł niby niewzruszony - bo ostatnio jej nie brak.
- Z twojej strony z pewnością.
- Ale musimy do tego wracać?
- A musimy w ogóle rozmawiać?
- Nie.
- To po co do mnie podchodziłeś, co?
- A mam udawać, że się nie znamy?
- Może i tak byłoby lepiej, nie uważasz?
- A nie za dużo tych pytań?
Sue teraz miała ochotę cisnąć w niego czymkolwiek, co tylko wpadłoby jej w ręce. Mimo, że perkusista działał na nią w pewien sposób to i też denerwował najbardziej, jak tylko mógł. Albo jeszcze lepiej, dałaby mu w twarz. W sumie sama nie wiedziała, czemu tego nie zrobiła w momencie, kiedy podczas wystawy poszli na zaplecze.
- Rozumiem, że nie chcemy już ze sobą rozmawiać? - Spytał Shannon po paru chwilach - widzę, że rozmowa niespecjalnie się klei.
- No co ty nie powiesz? - Sue teatralnie przewróciła oczami - ale chyba nie mamy zamiaru robić scenki przy ludziach i w TAKIM miejscu?
- Też tak myślę, że to kiepski pomysł.
- Masz szczęście, że dziś więcej wypiłam to jestem bardziej komunikatywna.
- A normalnie nie jesteś?
- W stosunku do ciebie? Hmm, nie?
- Rozmowa na bardzo wysokim poziomie.
- Sam ją rozpocząłeś.
- Co?
- No to.
Sue poczuła na sobie wzrok patrzących się na nią ludzi. Nie trudno było się domyślić, że doszły innych słuchy z tej uroczej rozmowy. Dziewczyna pokręciła głową i podeszła do stolika obok, by sięgnąć po następny kieliszek.
- Nie za dużo pijesz? - Spytał po raz kolejny - który to już?
- Nie twoja sprawa. - Sue nie kryła swojej oschłości - przyganiał kocioł garnkowi.
- No i co? Mam dziś zamiar dobrze się bawić.
- Shannon, po co ze mną stroisz i rozmawiasz?
- Bo ty tego chcesz.
- Ja? - Artystka prychnęła śmiechem - zabawne.
- Gdybyś nie chciała to byś już sobie poszła.
- To ty do mnie przylazłeś, nie odwrotnie.
- Nie bądź taka szczegółowa. Po za tym, możemy chociaż raz sobie nie docinać?
- Ostatnimi czasy? Nie, nie.
- Nie wiem jak ty, ale ja mam już dosyć tego szampana. Idziemy tam do baru po coś normalnego?
Sue zmarszczyła czoło, patrząc w zastanowieniu na mężczyznę. Czy on właśnie zaproponował jej to, co zaproponował? Miała się zgodzić? Ostatecznie tak. Nie wiedziała, czemu to robi. Zbyt podpita, spragniona jego obecności, czy chęć pokazania swojej złej strony? Zaraz to ruszyła za nim, lawirując między ludźmi. Spoglądała na prawo i lewo, mając nadzieję, że nikt niepożądany ich nie zauważy, zwłaszcza Crystal. Nie to, że była dla niej jakimś potencjalnym zagrożeniem, lecz sam fakt, że nie chciała dziwnych sytuacji. Kobieta zazdrosna to nie człowiek, lecz sam diabeł.
- Więc... - Shannon mówił, sącząc drinka - skoro raz tak normalnie rozmawiamy, być może to jedyna taka sytuacja, co u ciebie?
- Rany Boskie. - Sue podparła się łokciem o blat - powoli i bez szału. Co ja będę mówiła? Nic nie mam do dodania. A u ciebie? Jak nowa miłość?
- Możemy nie schodzić na ten tor?
- A czemu nie? Skoro rozmawiamy na luzie i...
- Sue, nie o tym.
- No dobra. Widzę, że drażliwy temat. Wcale się nie dziwię, bo... a mniejsza. Jak koncertowanie?
- Całkiem dobrze. Wszystko po staremu, sama wiesz.
- Mhm.
Sue odstawiła pustą szklankę na blat i zaraz zawołała barmana, prosząc o kolejnego drinka. Shannon również sobie nie żałował. Faktycznie, rozmowa z początku nie wyglądała za najlepiej, ale z każdą kolejną dawką alkoholu to, co złe odchodziło w niepamięć. Oczywiście tylko na ten czas. Dziewczyna słuchała opowieści perkusisty o ostatnich zdarzeniach z jego życia. Przeważnie śmiała się, albo pomrukiwała. Ona też mówiła jak najęta, chociaż trudno było ją czasami zrozumieć. Dziwne, że jedynie po alkoholu ludzie stają się tacy wylewni.
- Nie sądzisz, że... - spytała Sue - że jest tu nieco duszno?
- Troszkę? - Shannon spojrzał na nią, zastanawiając się do czego zmierza - a co?
- W sumie to poszłabym do łazienki.
- Tak?
- Odprowadzisz mnie?
Perkusista wzruszył obojętnie ramionami, ale przystał na propozycje artystki. Obydwoje przeszli gdzieś bokiem, by tylko nie napotkać Crystal. Minutę lub dwie później, znaleźli się na niedługim korytarzu, którego podłogę zdobił zielony dywan ze srebrnymi bokami. Dziewczyna spojrzała za siebie sprawdzając, czy Shannon nadal za nią idzie. Przystanęła przy jednym z drzwi i nacisnęła na klamkę. Stanęła w progu i oparła się o framugę. Kontem oka zerknęła, czy aby na pewno nikogo więcej nie było. Faktycznie, pusto.
- Przecież to męska? - Powiedział dezorientowany mężczyzna - damska jest obok.
- Przecież wiem. - Sue uśmiechnęła się zalotnie - myślisz, że nie wiem, co robię?
Shannon założył ręce, patrząc pytająco na dziewczynę. W pierwszym momencie nie załapał, o co jej chodzi, lecz kiedy złapała go za koszule i pociągnęła w swoją stronę nie myślał już więcej. Tylko drzwi się za nim zamknęły, a już stał przed ścianą, o którą była oparta niebieskowłosa. Przygryzła usta i powoli dłońmi przeszła po jego klatce piersiowej. On nie stawiał oporu też, żeby mogła dosięgnąć jego ust i wpić się w nie. Objął ją w pasie i przywarł do niej ciałem. Sue złapała go dłońmi za kark i odchyliła się. Teraz ani on, ani ona nie bali się posunąć tak daleko. Alkohol robił swoje. Pewne było, ze gdyby nie to, taka sytuacja nie miałaby miejsca. Obydwoje zachłannie tonęli w swoich pocałunkach i nie oszczędzali się w dotyku. Ona objęła nogą jego biodro i lekko przygryzła jego szyję. W każdej chwili ktoś mógł wejść do łazienki. Gdyby chociaż byli w kabinie, ale oni stali właściwie przy wejściu. Tym bardziej było to fajne. Jest ryzyko to i jest zabawa. Nie mieli zamiaru się kryć z tym, że im się to podoba. W końcu perkusista oderwał się od niej, by móc spytać:
- U mnie, czy u ciebie?
- Lepiej u mnie. - Odparła szeptem - muszę być rano w hotelu.
Nic więcej już nie mówili. Nie czkając chwili dłużej, Sue otworzyła drzwi i wyszła na korytarz, mężczyzna za nią. Dziewczyna spostrzegła ukazujący się na jego twarzy łobuzerski uśmieszek, ona odpowiedziała tym samym. Chwyciła go lekko za nadgarstek i zaczęła prowadzić za sobą. Weszli na salę i jak najszybciej się dało, ruszyli do wyjścia. Tak na dobrą sprawę, nikt nie zwracał na nich uwagi. Powiedzmy sobie szczerze, nikt z bankietu nigdy nie wychodził trzeźwy. Przeszli szklanymi, obrotowymi drzwiami na zewnątrz. Shannon zaczął patrzeć za taksówką, akurat stało kilka na parkingu. Zaraz to podbiegł do jednego z samochodów. Sue poszła za nim chwiejnym krokiem. Czuła, że była bliska spotkania z chodnikiem, ale starała się jakoś trzymać. Podeszła do mężczyzny i oparła się o jego plecy. Ten objął ją i położył dłoń na biodrze. Mieli już czym jechać. Artystka puściła mu oczko i wsiadła do samochodu. Oparła się wygodnie i wyprostowała nogi. Pokręciła głową i zaśmiała się. To, co robiła było czymś innym, nowym i z każdej strony porywczym. Wiedziała, że rano będzie tego żałować, że wypiła zbyt dużo, by myśleć normalnie. Co z tego? Raz się żyje. Samochód ruszył. Na czas drogi ona i Shannon starali się do siebie nie zbliżać, by nie zakłopotać taksówkarza. Mieli trochę do hotelu, a nie chcieli zostać wysadzeni przy pierwszej lepszej ulicy. Ludzie bywali różni. Dziewczyna spojrzała w stronę perkusisty kręcąc kosmykiem, który zwisał z jej luźnego koka. Czasem dotknęła nogą jego nogi, powoli jadąc nią do góry. Najchętniej to wybuchłaby śmiechem, ale starała się opanować, zważając na sytuację. W końcu samochód się zatrzymał. Niebieskowłosa natychmiast otworzyła drzwi i obeszła taksówkę. Ruszyła w stronę obrotowych drzwi, gdy Shannon płacił kierowcy. Zaraz to poczuła na swoim ramieniu jego dłoń i z uśmiechem od ucha do ucha weszła z nim do hotelu. Minęli recepcję i nie trzeba było wiele, by znaleźli się w windzie. Tu pojawiła się kolejna niedogodność. Obok nich stała starsza kobieta o siwych włosach, w okularach, pachnąca mocnymi perfumami i z czerwoną szminką na ustach. Na rękach trzymała małego psa, który łypał na dwójkę spod łba. Kobieta również zwróciła na nich uwagę i zmierzyła wzrokiem. Na szczęście winda się zatrzymała. To było te piętro. Sue i Shannon wyszli i przeszli korytarzem do odpowiednich drzwi. Dziewczyna jednym ruchem ręki otworzyła je i znaleźli się w środku apartamentu.
- Jakich zaszczytów dostąpiłaś. - Powiedział mężczyzna, podchodząc do artystki - taki hotel?
- Masz zamiar tracić czas na gadaninę? - Odparła chwytając za skrawek jego koszuli - czy jednak nie?
Perkusista mruknął. Kącikiem ust uśmiechnął się i złapał ją za biodra. Ona ruszyła tyłem, prowadząc go do sypialni. Ciemność nieco utrudniała ten proces, ale to nie było większą przeszkodą. Weszli do niewielkiego pokoju. Z każdym krokiem było coraz lepiej. Sue poczuła jak jej kolana uginają się pod naparciem brzegu łóżka. Natychmiast na nie opadła, a perkusista zawisł nad nią, opierając się rękoma o materac. Sypialnie oświetlał jedynie blady blask latarni, który przebijał się przez okna. Nie dawało to wiele, ale mimo tego, dziewczyna mogła dostrzec oczy perkusisty. Można było z nich zauważyć blask. Chwycił ją za podbródek i ustami zaczął całować jej szyję. Ona objęła go nogami i plecami oderwała się od łóżka. Zaraz to wsunął dłonie pod jej sukienkę. Była dla niego, niczym habit. Najchętniej zerwałby to od razu, ale nie mogło być tak prosto. Dla chcącego nic trudnego.Kiedy tylko zdołał ją z niej ściągnąć, usłyszał jak jej buty spadają z jej stup na podłogę. Teraz, albo nigdy. Zapowiadała się naprawdę długa noc.
Niebo powoli przybierało odcień błękitu, miejscami jeszcze pojawiała się pomarańcz i róż. Słońce zaczynało wyglądać zza wyrośniętych budynków i drzew. Paryż przygotowywał się do kolejnego dnia. W sypialni panowała cisza jak makiem zasiał. Jedynie słychać było brzdękanie zegarka, który stał obok na półce nocnej. Shannon przekręcił się na drugi bok i zakrył twarz poduszką. Co chwila coś mu przeszkadzało. W końcu lekko uchylił ciężkie powieki. Był śpiący, ale mimo tego chyba powoli się wybudzał. Powoli i leniwie położył się na plecach i szeroko ziewnął. Pod głowę podłożył dłonie i wbił wzrok w sufit. Najwidoczniej była pora pobudki. Jednak zerknął w stronę okna, zaczynało świtać. Odwrócił wzrok. Leżał tak jeszcze parę dłuższych chwil, lecz zaraz zmarszczył czoło. Coś mu tu nie pasowało. Złapał się za twarz i usiadł. Zaczął się rozglądać. Coś nie grało. Zorientował się, że ta sypialnia nie jest jego sypialnią.
- Cholera... - mruknął sam do siebie - gdzie ja jestem?
W końcu lekko uniósł kołdrę. Był całkowicie nagi. Teraz pozostało pytanie, co robił w nocy? Jak to wszystko się stało. Pewnie by się nad tym zastanawiał dłużej, gdyby nie to, że poczuł jak ktoś obok się poruszył. Ujrzał kawałek kołdry, która rozkłada się na damskiej sylwetce. Wszelkie opcje były do przyjęcia, gdyby nie fakt, iż dziewczyna miała niebieskie włosy. Shannon zamrugał parę razy oczami, przetarł twarz, pokręcił głową, ale to nie był sen. Właśnie leżała koło niego Sue.
- Czy to... - spytał sam siebie w myślach - o w mordę...
Wpatrywał się z kompletnym przerażeniem i szokiem w dziewczynę. Nie wierzył swoim oczom w to, co widzi. Nie mógł przecież tego "odstać". Wychodziło na to, że była to jej sypialnia, że to właśnie z nią spędził noc. Delikatnie dłonią zdjął z jej twarzy kosmyk włosów i schował za ucho. Tak, to na pewno była ona. Miał nadzieję, że się nie obudzi. Odruchowo zaczął szukać swoich ubrań. Na szczęście leżały tuż koło łóżka, więc nie musiał bawić się w detektywa. Jak najszybciej mógł, zarzucił na siebie wszystkie rzeczy. Odnalazł też buty. Zapinając pasek spodni, zerknął w stronę Sue. Jak to się stało, że się z nią obudził? Aż tak był pijany, że nie panował nad sytuacją? Naprawdę nie wiedział jak ma się zachować.
- Zostawić jej może jakąś kartkę? - Spytał się w myślach - nie, to chyba głupie...
Stał tak wpatrując się w niebieskowłosą i zastanawiając się, co tak naprawdę wypadało zrobić. Jednak nie trwało to długo, bo zaraz wyszedł z sypialni przymykając za sobą drzwi. Jak najszybciej chciał stamtąd wyjść. Teraz właśnie przydałby się "telefon do przyjaciela". Jak na razie miał jeszcze drugi problem, który czekał na niego w jego apartamencie.
Drzwi zostały otwarte, on wszedł do środka. Panowała cisza. Rozejrzał się i zdjął buty. Powolnym i niezbyt pewnym krokiem, wszedł do pokoju dziennego. Było jeszcze dosyć wcześnie, więc miał nadzieję, że Crystal jeszcze śpi. Sam nie wiedział, czemu zgodził się na wspólne mieszkanie w Paryżu z dziewczyną. Niby byli w tym samym mieście, wszystko idealnie zgrywało się w czasie, ale kto miał przewidzieć to, co stało się w czasie ostatnich parunastu godzin. Shannon usiadł w fotelu i westchnął pod nosem. Wiedział, że to kropla w morzu. Jak na razie nic nie pamiętał, a sądząc po porannym przebudzeniu, było tego sporo.
- Gdzie byłeś!?
Usłyszał podniesiony, damski głos. W głowie modlił się, że to tylko jego urojona wyobraźnia. W końcu zebrał się na odwagę i spojrzał za siebie. Jego oczom ukazała się modelka, której wzrok, przypominał spojrzenie mordercy. Mężczyzna uśmiechnął się jakby nigdy nic, lecz nie dało się nie zauważyć jego zakłopotania.
- No co mi powiesz? - Znów powiedziała - czekałam na ciebie całą noc! Znikłeś, a ja nie wiedziałam, co się z tobą dzieje!
Shannon powoli podniósł się z fotela i lekko przygryzł wargę. Co miał jej powiedzieć? Przecież prawda odpadała. Przydałoby się tu najlepsze kłamstwo, którego on nie umiał wymyślić od tak. Jedna pomyłka, zawahanie, a mogło się to skończyć rzucaniem meblami.
- Cześć...!
Crystal i Shannon usłyszeli czyjś głos i zamykanie frontowych drzwi. Spojrzeli w tamtą stronę i ujrzeli Jareda. Wszedł do salonu z rześkim uśmiechem i gibkim krokiem. Starszy Leto spojrzał błagalnie na brata, co miało mu dać do zrozumienia "ratuj!".
- O co chodzi? - Spytał frontman i spojrzał na modelkę - jakieś kłótnie?
- Shannona nie było na noc! - Odparła rozżalona - a teraz próbuję się czegokolwiek dowiedzieć. Jeżeli masz zamiar teraz...
- Ciii, spokojnie. Był ze mną. Wyszliśmy wcześniej z bankietu i połaziliśmy później po barach.
- Ale...
- Nie bądź na niego zła. To był mój pomysł.
Dziewczyna spojrzała na braci pytająco. Jednak wiedząc, że i tak nic się nie dowie, machnęła ręką. Pokręciła jeszcze głową i odwróciła się do nich plecami. Czyli jednak przyjęła do wiadomości ten głodny kawałek.
- Idę się umyć! - Zawołała znikając za winklem - nie przeszkadzać mi!
Obiecałam, ze w poniedziałek dodam, tak wiec i jest. Przepraszam, że nie jest taki długi, ale muszę wszystko odpowiednio rozkładać na rozdziały. Następny będzie dłuższy.
Zapraszam do czytania ^^
Do miłego,
Tosia <3
********
Był to jeden z najlepszych i ekskluzywnych hoteli w Paryżu. Tutaj zatrzymywały się jedynie osoby z pełnym portfelem i złotą kartą. Koszt jednej nocy, był niczym miesięczny czynsz za mieszkanie. Sue przekroczyła próg swojego apartamentu. Zostawiła swoje bagaże na przedpokoju i nie czekając, zaczęła się rozglądać. Była sypialnia, łazienka, kuchnia i mały salon. Wszystko tam było takie idealne, czyste i schludne. Pachniało świeżym powietrzem, zmieszanym z olejkiem o zapachu kwiatu wiśni. Dziewczyna przeszła po pokoju dziennym i podeszła do drzwi balkonowych. Delikatnie je otworzyła. Wyszła na zewnątrz. Co jak co, ale widok miała przepiękny. Mogła zobaczyć prawie, że całe miasto, które z tej wysokości prezentowało się rewelacyjnie. Sue oparła się o barierkę i uśmiechnęła się sama do siebie. Z kieszeni bluzy wyciągnęła paczkę papierosów, a zaraz nad nią unosił się szary dym. - No kochana - pomyślała - jesteś w raju. Kto, by pomyślał?
Spoglądała na piękne miasto z zachwytem. Ilekroć gdzieś wyjeżdżała, zamieszkiwała, nigdy wcześniej nie było tak jak w tym momencie. Poczuła się cudownie, jakby wstąpiła do raju. Później pokaz, który miała oglądać w pierwszym rzędzie, impreza na najwyższym poziomie, taki prestiż. Czego tu chcieć więcej? Sue usiadła na wiklinowym krześle i cicho westchnęła. Bezapelacyjnie musiała później zrobić zdjęcie tego miejsca, by móc się pochwalić Anabel i Gabrielowi. Dziewczyna oparła się i ponownie zaciągnęła się papierosem. Nie miała wiele czasu na szykowanie na pokaz, ale chciała odpocząć po locie. Przez ten czas siedziała jak na szpilkach, tak nie mogła się doczekać. Przecież jak można się pokazać w takim stanie ludziom? To niedopuszczalne.
Sue zamknęła dopływ wody i po omacku odnalazła swój ręcznik. Zanim się nim obwinęła, przetarła twarz. Otworzyła drzwi i na boso pospacerowała do kuchni. Czuła jak z końcówek jej włosów kapie woda. Podeszła do blatu i złapała za szklankę soku. Upiła z niej trochę i z powrotem odstawiła szkło. Po tym prysznicu czuła się o wiele lżej i lepiej. Z nadgarstka zdjęła gumkę i spięła nią swoje niebieskie włosy. Jeszcze raz tylko rozejrzała się po kuchni i podjęła decyzję, że jednak już pora zacząć się szykować.
Stała przed lustrem i robiła ostatnie poprawki w swoim luźnym koku. Właściwie to wszystko było już dobrze. Dziewczynie ostatnio przeszło przez myśl, by może pofarbować włosy, lecz jednak ten niebieski był jej znakiem rozpoznawczym. Sue poprawiła rękawki sukienki i pokiwała głową. Właściwie była już gotowa do wyjścia. Rozejrzała się za swoimi czarnymi szpilkami. Gdy je tylko dostrzegła, zaraz stopy w nie wsunęła. Teraz stała się nieco wyższa, niż w rzeczywistości. Uśmiechnęła się do swojego odbicia i obróciła się parę razy. Była zadowolona. Złapała za kopertówkę leżącą na łóżku. Obejrzała się jeszcze przez ramię z myślą, czy może o czymś nie zapomniała, lecz stwierdziła, że nie.
Czarny samochód już czekał przed hotelem. Dziewczyna wsiadła do niego i zajęła wolne miejsce obok redaktor naczelnej. Kobieta spojrzała na nią i posłała jej uśmiech. Miało to oznaczać, że wygląda odpowiednio dobrze. Sue czuła się podekscytowana, w końcu to był jej pierwszy pokaz. Oczywiście wiedziała, że nie jest to jedyny raz. Samochód ruszył. Dziewczyna spoglądała przez szybę na szybko migające przed jej oczami miasto.
- Mam nadzieję, że dobrze się przygotowałaś? - Powiedziała w pewnym momencie redaktor - nie chcę, byś narobiła wstydu.
- Spokojnie. - Odparła stanowczo Sue - a ma pani powody do obaw?
- Jak zwykle pewna siebie, bardzo dobrze. To oznacza, że pójdzie ci dobrze.
Dziewczyna blado się uśmiechnęła. Doskonale wiedziała, co ma robić, jak się zachowywać i co mówić. Zdążyła się już nauczyć. Praca w redakcji dawała jej sporo nauki, którą wychwytywała i łykała bardzo szybko. Zapowiadała się rewelacyjna noc.
Na miejscu były tłumy ludzi, oczywiście nie byle jakich. Projektanci, artyści, osoby, które wiele znaczą dla świata mody. Śmietanka towarzyska. Sue zasiadła w pierwszym rzędzie. Z krzesła zdjęła karteczkę ze swoim imieniem i nazwiskiem. Schowała ją do kopertówki, by zachować sobie ją na pamiątkę. Pierwszy pokaz to już coś. Dziewczyna rozglądała się na prawo i lewo. Wszyscy goście powoli się zbierali. W końcu zaczęło się. Na wybieg wyszła modelka, która otwierała pokaz. Jej sukienka sięgała do ziemi, była lekka, błyszcząca i nad wyraz ładna. Zaraz po niej pokazywały się inne dziewczyny. Sue z zaciekawieniem oglądała każdą kreację. Musiała przyznać, wszystko na wysokim poziomie. Wygodnie oparła się i przyglądała. Wszystko było normalne, dopóki nie widok Crystal. Tak na dobrą sprawę nie mogło być to zaskoczeniem, gdyż blondynka była modelką. Sue uniosła znacznie wyżej głowę z zawiścią patrząc na dziewczynę. Nie dało się ukryć, że nie darzyła ją zbytnią sympatią. Lekko zmrużyła oczy. Była ciekawa, czy ona ją spostrzegła. Nawet gdyby, nie mogła się ujawnić, była na wybiegu.
- Coś się stało? - Spytała redaktor siedząca obok - jakoś dziwnie się spięłaś?
- Nie, nie... - Skłamała Sue, udając rozluźnienie - nic.
Jak zwykle odbył się bankiet. Każdy z każdym rozmawiał, pił, dyskutował, bawił się. Sue prawie cały czas nie odstępowała swojej redaktor. Jednak kiedy na chwile odwróciła wzrok, kobieta znikła gdzieś w tłumie. Dziewczyna przygryzła wargę. Miała jej teraz szukać? Została pozostawiona sama sobie. Ile mogła być taką Sierotką Marysią? Wzięła się w garść i podeszła do jednej z grupek. Zauważyła pośród nich warte poznania postaci. Przedstawiła się i lekko ugięła przy tym kolana. Do twarzy przylepiła uśmiech i już było lżej. Pierwsze koty za płoty. Później szło jeszcze lepiej i w sumie gładko. Spodobało się jej. Chwyciła za kolejny kieliszek szampana. Niektórzy ludzie nawet ją kojarzyli, co przyprawiało o uśmiech i zadowolenie. Dziewczyna przystanęła gdzieś z boku, by móc się rozejrzeć po tłumie. Właściwie już prawie z każdym rozmawiała. Kiedy znów upijała z kieliszka, poczuła szturchnięcie w plecy. Szampan automatycznie pociekł z jej ust. Sue przełknęła resztę i obejrzała się przez ramię.
- Przepraszam. - Powiedział mężczyzna - wszystko ok?
- Tak, tak. - Sue pokiwała głową - nic się nie stało/
- To dobrze.
- Jak pokaz?
- Całkiem dobry. Wyłapałem nawet nowe twarze na wybiegu i sądzę, że trzeba pomyśleć nad nowymi sesjami.
- Czekaj, czekaj... - Dziewczyna zmarszczyła brwi - Terry Richardson?
- No tak, nie widać? - Zaśmiał się - ciebie też skądś kojarzę.
- Tak?
- Ej, cholera. To nie ty pracowałaś z Jaredem?
- Właściwie to z zespołem, ale tak, to ja.
- Ale numer. Słyszałem trochę o tobie.
- A chociaż dobre rzeczy?
- Nic złego. Tak po za tym, ty przypadkiem nie byłaś z Shannonem?
- Mhm. Ale to już zaległy temat, niekoniecznie chcę do tego wracać.
- Dobra, rozumiem.
Sue uśmiechnęła się mimo woli i na chwilę spojrzała gdzieś w bok. Właśnie rozmawiała z dobrym kumplem Jareda. Grunt, że odpuścił sobie pogadankę o Shannonie.
- Wiesz co? - Mówił dalej - mogę ci dać swoją wizytówkę.
- Tak jasne - odparła.
- Sądzę, że fajnie wyszłyby z tobą zdjęcia, co ty na to?
- No dobra. Czemu nie?
- A kiedy wracasz do LA?
- Pojutrze.
- To świetnie. Jak już będziesz w Stanach to daj mi cynka.
Zanim Sue zdążyła mu odpowiedzieć, on zniknął z jej oczu. Trzymała w dłoni kawałek prostokątnego kartonika. Spojrzała na niego i uniosła brew. Może faktycznie było warto? Co z tego, że to kumpel braci Leto, ale ona to zupełnie inna sytuacja. Zaraz sięgnęła po kolejny kieliszek. Czuła, że nie wróci z tego bankietu trzeźwa. Dziewczyna zaczęła patrzeć za kimś, do kogo mogłaby podejść i zagadać. Nie miała ochoty na stanie pod ścianą samotności. W końcu wyłowiła wzrokiem wysoką brunetkę, której twarz wydała się dosyć znajoma. Ale tak naprawdę tak było prawie z każdym na sali. Sue już chciała zrobić krok, jednak się zawahała. Spoglądała w bok z niedowierzaniem. Jej oczy zaświeciły, zrobiły się większe, twarz jakoś straciła rumieńce. Nie wiedziała, co było gorsze; spotkać Crystal, czy jego. Dziewczyna stała jak wmurowana nie wiedząc, co ma ze sobą zrobić. Osoba, której się tak bacznie przypatrywała, robiła to samo. Najwidoczniej obie strony nie przypuszczały, że dojdzie do takiego spotkania. Sue poczuła jak jej dłonie drętwieją, twarz się naciąga, a usta powoli rozchylają. Teraz na drodze tylko stało pytanie: "podejść, czekać, czy wiać?". Jednak, zanim zdążyła przemyśleć, którąś z tych propozycji, on stał dosłownie parę centymetrów przed nią.
- Co tu robisz? - Spytał z dezorientacją Shannon - nie sądziłem, że...
- Że mnie tu spotkasz? - Sue dokończyła na niego - też tak myślałam. Tak się składa, że moja praca wymaga wielu rzeczy jak na przykład pojawianie się w takich miejscach.
- Przyszedłem z Jaredem i Terrym Richardsonem.
- Właśnie go poznałam, wydaje się być całkiem ok.
- I jest.
- Gracie teraz w Paryżu?
- Wczoraj mieliśmy koncert. Zostaliśmy na chwilę, by odpocząć.
- Mhm, rozumiem.
Sue przygryzła poliki, napięła mięśnie i delikatnie się wyprostowała. Nie wiedziała jak ma teraz się zachować. Mimo, że ich ostatnie relacje nie były za najlepsze, rozmawiali całkiem normalnie. Dziewczyna na chwilę spuściła wzrok. Tak naprawdę nie wiedziała sama, czy chce z nim tu stać, czy jednak wolałaby iść. Mimo wszystko, coś w nim, nadal ją pociągało.
- A co z Crystal? - Spytała po chwili na namysłu - była na wybiegu.
- To miała być złośliwość? - Odparł niby niewzruszony - bo ostatnio jej nie brak.
- Z twojej strony z pewnością.
- Ale musimy do tego wracać?
- A musimy w ogóle rozmawiać?
- Nie.
- To po co do mnie podchodziłeś, co?
- A mam udawać, że się nie znamy?
- Może i tak byłoby lepiej, nie uważasz?
- A nie za dużo tych pytań?
Sue teraz miała ochotę cisnąć w niego czymkolwiek, co tylko wpadłoby jej w ręce. Mimo, że perkusista działał na nią w pewien sposób to i też denerwował najbardziej, jak tylko mógł. Albo jeszcze lepiej, dałaby mu w twarz. W sumie sama nie wiedziała, czemu tego nie zrobiła w momencie, kiedy podczas wystawy poszli na zaplecze.
- Rozumiem, że nie chcemy już ze sobą rozmawiać? - Spytał Shannon po paru chwilach - widzę, że rozmowa niespecjalnie się klei.
- No co ty nie powiesz? - Sue teatralnie przewróciła oczami - ale chyba nie mamy zamiaru robić scenki przy ludziach i w TAKIM miejscu?
- Też tak myślę, że to kiepski pomysł.
- Masz szczęście, że dziś więcej wypiłam to jestem bardziej komunikatywna.
- A normalnie nie jesteś?
- W stosunku do ciebie? Hmm, nie?
- Rozmowa na bardzo wysokim poziomie.
- Sam ją rozpocząłeś.
- Co?
- No to.
Sue poczuła na sobie wzrok patrzących się na nią ludzi. Nie trudno było się domyślić, że doszły innych słuchy z tej uroczej rozmowy. Dziewczyna pokręciła głową i podeszła do stolika obok, by sięgnąć po następny kieliszek.
- Nie za dużo pijesz? - Spytał po raz kolejny - który to już?
- Nie twoja sprawa. - Sue nie kryła swojej oschłości - przyganiał kocioł garnkowi.
- No i co? Mam dziś zamiar dobrze się bawić.
- Shannon, po co ze mną stroisz i rozmawiasz?
- Bo ty tego chcesz.
- Ja? - Artystka prychnęła śmiechem - zabawne.
- Gdybyś nie chciała to byś już sobie poszła.
- To ty do mnie przylazłeś, nie odwrotnie.
- Nie bądź taka szczegółowa. Po za tym, możemy chociaż raz sobie nie docinać?
- Ostatnimi czasy? Nie, nie.
- Nie wiem jak ty, ale ja mam już dosyć tego szampana. Idziemy tam do baru po coś normalnego?
Sue zmarszczyła czoło, patrząc w zastanowieniu na mężczyznę. Czy on właśnie zaproponował jej to, co zaproponował? Miała się zgodzić? Ostatecznie tak. Nie wiedziała, czemu to robi. Zbyt podpita, spragniona jego obecności, czy chęć pokazania swojej złej strony? Zaraz to ruszyła za nim, lawirując między ludźmi. Spoglądała na prawo i lewo, mając nadzieję, że nikt niepożądany ich nie zauważy, zwłaszcza Crystal. Nie to, że była dla niej jakimś potencjalnym zagrożeniem, lecz sam fakt, że nie chciała dziwnych sytuacji. Kobieta zazdrosna to nie człowiek, lecz sam diabeł.
- Więc... - Shannon mówił, sącząc drinka - skoro raz tak normalnie rozmawiamy, być może to jedyna taka sytuacja, co u ciebie?
- Rany Boskie. - Sue podparła się łokciem o blat - powoli i bez szału. Co ja będę mówiła? Nic nie mam do dodania. A u ciebie? Jak nowa miłość?
- Możemy nie schodzić na ten tor?
- A czemu nie? Skoro rozmawiamy na luzie i...
- Sue, nie o tym.
- No dobra. Widzę, że drażliwy temat. Wcale się nie dziwię, bo... a mniejsza. Jak koncertowanie?
- Całkiem dobrze. Wszystko po staremu, sama wiesz.
- Mhm.
Sue odstawiła pustą szklankę na blat i zaraz zawołała barmana, prosząc o kolejnego drinka. Shannon również sobie nie żałował. Faktycznie, rozmowa z początku nie wyglądała za najlepiej, ale z każdą kolejną dawką alkoholu to, co złe odchodziło w niepamięć. Oczywiście tylko na ten czas. Dziewczyna słuchała opowieści perkusisty o ostatnich zdarzeniach z jego życia. Przeważnie śmiała się, albo pomrukiwała. Ona też mówiła jak najęta, chociaż trudno było ją czasami zrozumieć. Dziwne, że jedynie po alkoholu ludzie stają się tacy wylewni.
- Nie sądzisz, że... - spytała Sue - że jest tu nieco duszno?
- Troszkę? - Shannon spojrzał na nią, zastanawiając się do czego zmierza - a co?
- W sumie to poszłabym do łazienki.
- Tak?
- Odprowadzisz mnie?
Perkusista wzruszył obojętnie ramionami, ale przystał na propozycje artystki. Obydwoje przeszli gdzieś bokiem, by tylko nie napotkać Crystal. Minutę lub dwie później, znaleźli się na niedługim korytarzu, którego podłogę zdobił zielony dywan ze srebrnymi bokami. Dziewczyna spojrzała za siebie sprawdzając, czy Shannon nadal za nią idzie. Przystanęła przy jednym z drzwi i nacisnęła na klamkę. Stanęła w progu i oparła się o framugę. Kontem oka zerknęła, czy aby na pewno nikogo więcej nie było. Faktycznie, pusto.
- Przecież to męska? - Powiedział dezorientowany mężczyzna - damska jest obok.
- Przecież wiem. - Sue uśmiechnęła się zalotnie - myślisz, że nie wiem, co robię?
Shannon założył ręce, patrząc pytająco na dziewczynę. W pierwszym momencie nie załapał, o co jej chodzi, lecz kiedy złapała go za koszule i pociągnęła w swoją stronę nie myślał już więcej. Tylko drzwi się za nim zamknęły, a już stał przed ścianą, o którą była oparta niebieskowłosa. Przygryzła usta i powoli dłońmi przeszła po jego klatce piersiowej. On nie stawiał oporu też, żeby mogła dosięgnąć jego ust i wpić się w nie. Objął ją w pasie i przywarł do niej ciałem. Sue złapała go dłońmi za kark i odchyliła się. Teraz ani on, ani ona nie bali się posunąć tak daleko. Alkohol robił swoje. Pewne było, ze gdyby nie to, taka sytuacja nie miałaby miejsca. Obydwoje zachłannie tonęli w swoich pocałunkach i nie oszczędzali się w dotyku. Ona objęła nogą jego biodro i lekko przygryzła jego szyję. W każdej chwili ktoś mógł wejść do łazienki. Gdyby chociaż byli w kabinie, ale oni stali właściwie przy wejściu. Tym bardziej było to fajne. Jest ryzyko to i jest zabawa. Nie mieli zamiaru się kryć z tym, że im się to podoba. W końcu perkusista oderwał się od niej, by móc spytać:
- U mnie, czy u ciebie?
- Lepiej u mnie. - Odparła szeptem - muszę być rano w hotelu.
Nic więcej już nie mówili. Nie czkając chwili dłużej, Sue otworzyła drzwi i wyszła na korytarz, mężczyzna za nią. Dziewczyna spostrzegła ukazujący się na jego twarzy łobuzerski uśmieszek, ona odpowiedziała tym samym. Chwyciła go lekko za nadgarstek i zaczęła prowadzić za sobą. Weszli na salę i jak najszybciej się dało, ruszyli do wyjścia. Tak na dobrą sprawę, nikt nie zwracał na nich uwagi. Powiedzmy sobie szczerze, nikt z bankietu nigdy nie wychodził trzeźwy. Przeszli szklanymi, obrotowymi drzwiami na zewnątrz. Shannon zaczął patrzeć za taksówką, akurat stało kilka na parkingu. Zaraz to podbiegł do jednego z samochodów. Sue poszła za nim chwiejnym krokiem. Czuła, że była bliska spotkania z chodnikiem, ale starała się jakoś trzymać. Podeszła do mężczyzny i oparła się o jego plecy. Ten objął ją i położył dłoń na biodrze. Mieli już czym jechać. Artystka puściła mu oczko i wsiadła do samochodu. Oparła się wygodnie i wyprostowała nogi. Pokręciła głową i zaśmiała się. To, co robiła było czymś innym, nowym i z każdej strony porywczym. Wiedziała, że rano będzie tego żałować, że wypiła zbyt dużo, by myśleć normalnie. Co z tego? Raz się żyje. Samochód ruszył. Na czas drogi ona i Shannon starali się do siebie nie zbliżać, by nie zakłopotać taksówkarza. Mieli trochę do hotelu, a nie chcieli zostać wysadzeni przy pierwszej lepszej ulicy. Ludzie bywali różni. Dziewczyna spojrzała w stronę perkusisty kręcąc kosmykiem, który zwisał z jej luźnego koka. Czasem dotknęła nogą jego nogi, powoli jadąc nią do góry. Najchętniej to wybuchłaby śmiechem, ale starała się opanować, zważając na sytuację. W końcu samochód się zatrzymał. Niebieskowłosa natychmiast otworzyła drzwi i obeszła taksówkę. Ruszyła w stronę obrotowych drzwi, gdy Shannon płacił kierowcy. Zaraz to poczuła na swoim ramieniu jego dłoń i z uśmiechem od ucha do ucha weszła z nim do hotelu. Minęli recepcję i nie trzeba było wiele, by znaleźli się w windzie. Tu pojawiła się kolejna niedogodność. Obok nich stała starsza kobieta o siwych włosach, w okularach, pachnąca mocnymi perfumami i z czerwoną szminką na ustach. Na rękach trzymała małego psa, który łypał na dwójkę spod łba. Kobieta również zwróciła na nich uwagę i zmierzyła wzrokiem. Na szczęście winda się zatrzymała. To było te piętro. Sue i Shannon wyszli i przeszli korytarzem do odpowiednich drzwi. Dziewczyna jednym ruchem ręki otworzyła je i znaleźli się w środku apartamentu.
- Jakich zaszczytów dostąpiłaś. - Powiedział mężczyzna, podchodząc do artystki - taki hotel?
- Masz zamiar tracić czas na gadaninę? - Odparła chwytając za skrawek jego koszuli - czy jednak nie?
Perkusista mruknął. Kącikiem ust uśmiechnął się i złapał ją za biodra. Ona ruszyła tyłem, prowadząc go do sypialni. Ciemność nieco utrudniała ten proces, ale to nie było większą przeszkodą. Weszli do niewielkiego pokoju. Z każdym krokiem było coraz lepiej. Sue poczuła jak jej kolana uginają się pod naparciem brzegu łóżka. Natychmiast na nie opadła, a perkusista zawisł nad nią, opierając się rękoma o materac. Sypialnie oświetlał jedynie blady blask latarni, który przebijał się przez okna. Nie dawało to wiele, ale mimo tego, dziewczyna mogła dostrzec oczy perkusisty. Można było z nich zauważyć blask. Chwycił ją za podbródek i ustami zaczął całować jej szyję. Ona objęła go nogami i plecami oderwała się od łóżka. Zaraz to wsunął dłonie pod jej sukienkę. Była dla niego, niczym habit. Najchętniej zerwałby to od razu, ale nie mogło być tak prosto. Dla chcącego nic trudnego.Kiedy tylko zdołał ją z niej ściągnąć, usłyszał jak jej buty spadają z jej stup na podłogę. Teraz, albo nigdy. Zapowiadała się naprawdę długa noc.
Niebo powoli przybierało odcień błękitu, miejscami jeszcze pojawiała się pomarańcz i róż. Słońce zaczynało wyglądać zza wyrośniętych budynków i drzew. Paryż przygotowywał się do kolejnego dnia. W sypialni panowała cisza jak makiem zasiał. Jedynie słychać było brzdękanie zegarka, który stał obok na półce nocnej. Shannon przekręcił się na drugi bok i zakrył twarz poduszką. Co chwila coś mu przeszkadzało. W końcu lekko uchylił ciężkie powieki. Był śpiący, ale mimo tego chyba powoli się wybudzał. Powoli i leniwie położył się na plecach i szeroko ziewnął. Pod głowę podłożył dłonie i wbił wzrok w sufit. Najwidoczniej była pora pobudki. Jednak zerknął w stronę okna, zaczynało świtać. Odwrócił wzrok. Leżał tak jeszcze parę dłuższych chwil, lecz zaraz zmarszczył czoło. Coś mu tu nie pasowało. Złapał się za twarz i usiadł. Zaczął się rozglądać. Coś nie grało. Zorientował się, że ta sypialnia nie jest jego sypialnią.
- Cholera... - mruknął sam do siebie - gdzie ja jestem?
W końcu lekko uniósł kołdrę. Był całkowicie nagi. Teraz pozostało pytanie, co robił w nocy? Jak to wszystko się stało. Pewnie by się nad tym zastanawiał dłużej, gdyby nie to, że poczuł jak ktoś obok się poruszył. Ujrzał kawałek kołdry, która rozkłada się na damskiej sylwetce. Wszelkie opcje były do przyjęcia, gdyby nie fakt, iż dziewczyna miała niebieskie włosy. Shannon zamrugał parę razy oczami, przetarł twarz, pokręcił głową, ale to nie był sen. Właśnie leżała koło niego Sue.
- Czy to... - spytał sam siebie w myślach - o w mordę...
Wpatrywał się z kompletnym przerażeniem i szokiem w dziewczynę. Nie wierzył swoim oczom w to, co widzi. Nie mógł przecież tego "odstać". Wychodziło na to, że była to jej sypialnia, że to właśnie z nią spędził noc. Delikatnie dłonią zdjął z jej twarzy kosmyk włosów i schował za ucho. Tak, to na pewno była ona. Miał nadzieję, że się nie obudzi. Odruchowo zaczął szukać swoich ubrań. Na szczęście leżały tuż koło łóżka, więc nie musiał bawić się w detektywa. Jak najszybciej mógł, zarzucił na siebie wszystkie rzeczy. Odnalazł też buty. Zapinając pasek spodni, zerknął w stronę Sue. Jak to się stało, że się z nią obudził? Aż tak był pijany, że nie panował nad sytuacją? Naprawdę nie wiedział jak ma się zachować.
- Zostawić jej może jakąś kartkę? - Spytał się w myślach - nie, to chyba głupie...
Stał tak wpatrując się w niebieskowłosą i zastanawiając się, co tak naprawdę wypadało zrobić. Jednak nie trwało to długo, bo zaraz wyszedł z sypialni przymykając za sobą drzwi. Jak najszybciej chciał stamtąd wyjść. Teraz właśnie przydałby się "telefon do przyjaciela". Jak na razie miał jeszcze drugi problem, który czekał na niego w jego apartamencie.
Drzwi zostały otwarte, on wszedł do środka. Panowała cisza. Rozejrzał się i zdjął buty. Powolnym i niezbyt pewnym krokiem, wszedł do pokoju dziennego. Było jeszcze dosyć wcześnie, więc miał nadzieję, że Crystal jeszcze śpi. Sam nie wiedział, czemu zgodził się na wspólne mieszkanie w Paryżu z dziewczyną. Niby byli w tym samym mieście, wszystko idealnie zgrywało się w czasie, ale kto miał przewidzieć to, co stało się w czasie ostatnich parunastu godzin. Shannon usiadł w fotelu i westchnął pod nosem. Wiedział, że to kropla w morzu. Jak na razie nic nie pamiętał, a sądząc po porannym przebudzeniu, było tego sporo.
- Gdzie byłeś!?
Usłyszał podniesiony, damski głos. W głowie modlił się, że to tylko jego urojona wyobraźnia. W końcu zebrał się na odwagę i spojrzał za siebie. Jego oczom ukazała się modelka, której wzrok, przypominał spojrzenie mordercy. Mężczyzna uśmiechnął się jakby nigdy nic, lecz nie dało się nie zauważyć jego zakłopotania.
- No co mi powiesz? - Znów powiedziała - czekałam na ciebie całą noc! Znikłeś, a ja nie wiedziałam, co się z tobą dzieje!
Shannon powoli podniósł się z fotela i lekko przygryzł wargę. Co miał jej powiedzieć? Przecież prawda odpadała. Przydałoby się tu najlepsze kłamstwo, którego on nie umiał wymyślić od tak. Jedna pomyłka, zawahanie, a mogło się to skończyć rzucaniem meblami.
- Cześć...!
Crystal i Shannon usłyszeli czyjś głos i zamykanie frontowych drzwi. Spojrzeli w tamtą stronę i ujrzeli Jareda. Wszedł do salonu z rześkim uśmiechem i gibkim krokiem. Starszy Leto spojrzał błagalnie na brata, co miało mu dać do zrozumienia "ratuj!".
- O co chodzi? - Spytał frontman i spojrzał na modelkę - jakieś kłótnie?
- Shannona nie było na noc! - Odparła rozżalona - a teraz próbuję się czegokolwiek dowiedzieć. Jeżeli masz zamiar teraz...
- Ciii, spokojnie. Był ze mną. Wyszliśmy wcześniej z bankietu i połaziliśmy później po barach.
- Ale...
- Nie bądź na niego zła. To był mój pomysł.
Dziewczyna spojrzała na braci pytająco. Jednak wiedząc, że i tak nic się nie dowie, machnęła ręką. Pokręciła jeszcze głową i odwróciła się do nich plecami. Czyli jednak przyjęła do wiadomości ten głodny kawałek.
- Idę się umyć! - Zawołała znikając za winklem - nie przeszkadzać mi!
piątek, 18 kwietnia 2014
rozdział 50 - Drunk in love
Yo yo :D
Jak już jakiś czas temu wspominałam, notki będą ukazywać dwa razy w tygodniu. Tak więc to jest pierwsza, ze tak powiem ^^ Mam nadzieję, że będzie się podobać.
Zachęcam również do zajrzenia na mojego nowego bloga (drugi rozdział) - Heal my sick soul
+ dla niedoinformowanych - https://www.facebook.com/groups/1449211375315183/
Zapraszam :)
Jak już jakiś czas temu wspominałam, notki będą ukazywać dwa razy w tygodniu. Tak więc to jest pierwsza, ze tak powiem ^^ Mam nadzieję, że będzie się podobać.
Zachęcam również do zajrzenia na mojego nowego bloga (drugi rozdział) - Heal my sick soul
+ dla niedoinformowanych - https://www.facebook.com/groups/1449211375315183/
Zapraszam :)
Tosia.
************
Sue trzasnęła za sobą drzwiami tak mocno jak tylko mogła. Bez żadnych wahań,
szybkim i zdecydoawnym krokiem ruszyła do kuchni. Kopertówkę odrzuciła ze złością
na stół. Nie zastanawiając się nad niczym, otowrzyła zamrażalnik. Zaraz to stała, ściskając
w dłoni wódkę. Odkręciła butelkę, odchyliła głowę trzymając w ustach dzióbek szyjki.
Z każdym łykiem jej kolana bardziej się uginały. Było to tak, jakby piła gorycz swoich i cudzych błędów. Mocno zacisnęła powieki. Czuła jakby ktoś właśnie krajał jej mózg. Natłok wszystkich myśli, które przepychały się w jej głowie był tak duży. W końcu przestała. Z hukiem postawiła
szkło na stół i podparła się dłonią o jego kant. Poczuła jak po jej ciele zaczyna
przechodzić fala gorąca, jej głowa polsuje, a gardło piekielnie piecze. Z trudem wzięła
oddech i w kompletnej dezorientacji zaczęła szukać czegoś do picia. W końcu złapała
za kubek z niedopitą herbatą. Wypiła wszystko, do samego dna. Pokręciła głową i z zacisniętymi zębami, cisnęła naczyniem do zlewu. Ono z łoskotem zostało roztłuczone. Sue miała ochote krzyczeć, płakać, niszczyć to, co wpadnie tylko w jej ręce. Nosiło nią tyle emocji, niestety złych. Po jej policzach spływały łzy, usta spierchniałe, twarz blada, oczy wypełnione pustką. Zaczęła chodzić w jedną i drugą stronę, plącząc się o własne nogi. Chciała wydać z siebie chociaż jedno słowo, wrzask, pisk, cokolwiek, ale jednak nie miała na to sił. Jej serce biło znacznie szybciej i mocnjiej, jakby chciało zaraz wyskoczyć. Sue stanęła i wyciągnęła ręce przed siebie dotykając ściany. Jej ciało stawało się coraz cięższe, nie mogła się utrzymać. Upadła na kolana. Opuściła głowę, dłońmi sunęła po podłodze. Czuła pod opuszkami palców teksturę płytek. Stały one się jeszcze bardziej śliskie, kiedy łzy dziewczyny rozpryskiwały się na nich.
- Jak on mógł? - Szeptała z rozżaleniem - jeżeli chciał mnie upokorzyć to udało mu się.
Sue przygryzła wargi, powieki zacisnęła jeszcze mocniej. Jej ciało zaczęło drżeć. Zaczęła sunąć przed siebie, ciągając kolanami po podłodze. Jej każdy ruch był powolny, niepewny. Tak to bywa, kiedy czas mija, ale wszelkie złe wspomnienia zostają w umyśle, niczym zaszyte wszywką. Co powiedzieć? Właściwie nie trzeba niczego dodawać. Wszystko jest takie proste, ale to nasza psychika to komplikuje. Problemem nie jest sam w sobie problem, lecz podejście do niego. Sue doczołgała się do ściany i oparła się o nią plecami. Patrzyła przed siebie z wymalowaną na twarzy troską i tęsknotą, a za czym ona miała być? Wspomnieniem tych dobrych chwil, które nie wrócą, a pielęgnowanie ich sprawiało jeszcze większy ból. Najlepszym sposobem, byłoby wymazanie pamięci, ale nikt nie miał takiej zdolności. Dziewczyna podkuliła kolana i podparła się o nie czołem. Z jej oczu sączyły się ciurkiem łzy. Prędzej czy później każdego dopada samotność. Jeżeli kiedyś popełniło się błąd, wzięło coś za darmo, los w najmniej oczekiwanym momencie upomni się o zapłatę. Tak było i tym razem.
- Kurwa, co ja mam zrobić? - Mówiła pod nosem - on mnie nienawidzi. Teraz mnie upokarza, miesza z błotem. Sama sobie jestem winna i płaczę za własną głupotę. Ale jak można tak kimś wzgardzić?
Shannon wszedł do sypialni i podszedł do półki nocnej. Zapalił lampkę i z bezsilnością opadł na łóżko. W jego głowie był mętlik. Powoli zaczął żałować tego, co się stało. Jak mógł być tak durny, by zjawić się tam i to jeszcze z Crystal? Wstydził się sam przed sobą. Wiedział doskonale, co zrobiła Sue, ale czy on musiał się zachować jak ostatni idiota? Pod wpływem emocji ludzie robią wiele głupstw, ale gdy rozum zaczyna trzeźwieć sprawy przybierają zupełnie inne kształty i zarysy. Perkusista położył się na plecach i wbił wzrok w sufit. Tak naprawdę sam siebie oszukiwał. Co chciał udowodnić? Że nie ma uczuć, że to była tylko zabawa, tak naprawdę nic go nie obchodzą tamte wspólne chwile. Chciał zagłuszyć wszelkie wspomnienia imprezami, nowym "związkiem" i czystą złośliwością. Szczerze mówiąc sam siebie prowadził do autodestrukcji. Kogo chciał ukarać? Wcześniej nie zdawał sobie z tego sprawy, ale to on sam padł swoją ofiarą. Nakarmił demony, które zwalcza.
- Co ja narobiłem? - Mówił w swoich myślach - jestem skończonym fiutem. Na co mi to było? Oszukuję wszystkich na około, a przede wszystkim samego siebie. Sue miała rację, też jestem winny. Jak mogłem pozwolić na to wszystko? Czemu dopiero teraz zdałem sobie sprawę, że naprawdę ją kocham? Tak zaślepiony...
Przysiadł. Ukrył twarz za dłońmi i westchnął. Nie miał pojęcia, co ma teraz robić. Mimo wszystko, zależało mu na niej cholernie. Gdyby mógł, pojechałby teraz do niej i mocno przytulił. Co w takim razie stawało mu na drodze? Czasem warto schować dumę w kieszeń, bo szansa może uciec sprzed nosa. Co by jej teraz powiedział? Pewnie by się plątał w słowach, gadał kompletnie nie do rzeczy, wahał się. Ale po co słowa? Wystarczy to, żeby być razem, całować, tulić do siebie i w myślach obiecywać, że wszystko będzie dobrze. Jednak, żeby zdobyć się na to trzeba odwagi. On jej nie miał.
Nastał kolejny dzień w Mieście Aniołów. Sue leżała u siebie w łóżku. O niczym nie myślała, w jej głowie była kompletna pustka. Jej twarz nie miała żadnego wyrazu. W progu sypialni stała Anabel patrząc na przyjaciółkę z niepokojem i zmartwieniem. Miała naiwną nadzieję, że artystka powie jej co zaszło ostatniej nocy. Niebieskowłosa spojrzała w stronę blondynki i powoli usiadła. Jej głowa była bliska wybuchu. Bolała okropnie. Złapała się za nią i syknęła pod nosem.
- Babu właśnie robi ci herbaty. - Powiedziała Anabel - weźmiesz tabletkę i wszystko przejdzie.
- Gdyby to było lekarstwo na wszystko, co złe. - Odparła Sue zsuwając z siebie kołdrę - niestety nikt jeszcze nie wymyślił takiego cudu.
- Co się dzieje?
- Nic.
- Sue! Wiem, że jest rano, źle się czujesz, ale widzę, że coś jest nie tak! Znów piłaś. Nie wykręcaj się żadnymi kłamstwami, bo i tak się na nie nie nabiorę.
- Sądzę, że ty miałaś mi coś do powiedzenia...
- Nie zmieniaj tematu. Rozmawiamy teraz o tobie. Co tym razem?
- Nie ważne.
- Proszę, Sue. Daj sobie pomóc.
- Czuję się doskonale. - Artystka wzruszyła ramionami i powoli wstała z łóżka - nie potrzebuję niczyjej pomocy. Radzę sobie świetnie.
- Właśnie widzę... - Anabel przewróciła oczami, po czym znów swój wzrok skierowała na przyjaciółkę - Shannon? Mówiłam ci, żebyś o tym starała się chociaż nie myśleć. Zajmij się pracą, czymś innym, niż tym, co było. Jeżeli myślisz, że to coś zmieni to... a z resztą! Patrz jak było ostatnio dobrze, a tu...
- Shannon był na wystawie. A wiesz kogo jeszcze zabrał? Oczywiście Crystal, co za ironia, co nie? A wiesz czego jakiś czas temu się dowiedziałam? Oni są razem.
- Co?
Anabel wytrzeszczyła oczy i otworzyła usta ze zdziwienia. Chwilę się chwiała, po czym podeszła do łóżka i usiadła na jego brzegu. Wbiła wzrok w przyjaciółkę, nie mogąc uwierzyć w jej słowa. To, co przed chwilą usłyszała, było sprawą większego kalibru.
- Co lepsze... - mówiła Sue - sądzę, że to była zemsta. Chciał, by mnie zabolało, żebym poczuła to na własnej skórze. Miało to poruszyć moje sumienie i poczucie winy. Dobre sobie.
- Ale, ale - Anabel z trudem mówiła - jak on tam wszedł?
- Jak to jak? Z Jaredem. Mógł zabrać, kogo chciał. A, dodam jeszcze, że przyprowadził swoją matkę. W sumie, o to nie mam żalu, ale... On doskonale wiedział jaka jest sytuacja, a mimo tego zrobił coś takiego. Jeden i drugi są siebie warci. Cóż, w końcu to bracia.
- Ja pierdolę...
- To samo pomyślałam, gdy tylko zobaczyłam Shannona z tą wygłodzoną wywłoką. A ona co? Trzeba było ją doprowadzić do odpowiedniego poziomu.
- Pokłóciłaś się z nim, prawda?
- A jak myślisz? - Sue sięgnęła po papierosy - sądziłaś, że mi odpuści?
- Tak po prostu przy ludziach?
- Nie, wyszliśmy za galerię. Tam się dosyć mocno pościnaliśmy.
- Co powiedział?
- Anabel...
Blondynka spuściła wzrok i założyła ręce. Zdawała sobie sprawę z tego, że Sue nie jest łatwo. Ta cała sytuacja jeszcze bardziej wszystko pokomplikowała. Dziewczyna żałowała, że Shannon dowiedział się o wszystkim właśnie od niej, ale dało się znaleźć plusy, o ile można było to tak nazwać. Znów spojrzała na niebieskowłosą i pokręciła głową. Nie wiedziała jak ma jej pomóc, nigdy nie była w takiej sytuacji. Co miała jej powiedzieć? "Ułoży się", "nie martw się", "wyluzuj"? Słowa na wiatr, bezwartościowe jak przeterminowany kupon w supermarkecie.
- A ty... - Sue znów zaczęła mówić - miałaś mi o czymś powiedzieć, prawda?
- Tak, wiem. - Anabel skinęła głową - ale nie wiem jak mam to powiedzieć.
- Najlepiej wprost.
- Gdyby to było takie łatwe.
- Słucham?
Anabel wzięła głęboki wdech i już miała mówić, kiedy to do pokoju wpadł Robert. Przyjaciółki popatrzyły na niego. Chłopak na widok całej sytuacji zrozumiał, że właśnie rozmawiają o czymś ważnym. Już chciał robić odwrót, ale zatrzymała go Sue. Podeszła do niego i ucałowała w policzek. Zerknęła znacząco na Anabel, by dać jej znać, że rozmowa zostaje przełożona na później.
Przyjaciółki siedziały w pokoju dziennym na kanapie. W tle słychać było telewizor, w powietrzu unosił się zapach papierosów, wymieszany z odświeżaczem powietrza. Robret na chwilę poszedł do sklepu pod pretekstem braku mleka. Była to chwila, która idealnie nadawała się na niedokończoną, poranną rozmowę. Sue spoglądała na przyjaciółkę z niecierpliwością.
- Teraz jesteśmy same. - Zaczęła Anabel - możemy spokojnie porozmawiać. Nie chcę, by Babu o czymkolwiek wiedział. Póki co dowiesz się o tym jako pierwsza.
- Dobrze, przecież mu nie powiem. - Odpowiedziała Sue - jestem też w chujowej sytuacji, więc przyjmę teraz wszystko co mi powiesz. Co się stało u lekarza?
- Nie wiem jak mam to ująć, powiedzieć, ale... kurwa...
- Spokojnie.
- Słuchaj, ja, ja... jestem w ciąży.
Sue na to ostatnie słowo zamarła. Spojrzała na blondynkę ze zdziwionym wyrazem twarzy. Była w szoku. Przez parę kolejnych chwil, analizowała słowa przyjaciółki. Jej ciało zdrętwiało. Ciąża? Jak to, przecież... Niebieskowłosa pokręciła głową i zamknęła oczy.
- Czyli obydwie jesteśmy w kiepskiej sytuacji. - Dodała Anabel - teraz nie wiem, co robić.
- Czekaj, czekaj... - Sue uniosła dłoń ku górze - ty mówisz serio?
- Nie, na niby. Ja naprawdę do cholery nie wiem, co mam robić!
- Nie wierzę, nie wierzę... Jak to możliwe?
- Muszę ci tłumaczyć, skąd się biorą dzieci? - Odparła z ironią Anabel - boję się o tym powiedzieć Robertowi. Nie wiem jak na to zareaguje, co się dalej z nami stanie, co...
- Czy ty, ty... myślałaś nad tą drugą opcją?
- Co masz na myśli?
- Nad usunięciem, Anabel.
- Przeszło mi to przez myśl, ale nie wiem, czy umiałabym to sobie wybaczyć.
- To musisz o tym powiedzieć Robertowi.
- Wiem, ale jak mam to zrobić? Co powie, zrobi, a jak mnie zostawi z tym samą? Zdążyłam zauważyć, o co w tym wszystkim chodzi. Nie jestem naiwna.
- Ale nikt tak nie twierdzi. - Sue złapała dłoń przyjaciółki - pytanie jest inne, czy ty mu ufasz?
- Tak.
- Jeżeli tak faktycznie jest to nie możesz się niczego obawiać.
- Ale zawsze mogę je stracić...
- Życie jest jednym wielkim ryzykiem. Nigdy nie wiemy, co nas spotka, jakie konsekwencje nas czekają za nasze błędy. Sęk leży w pytaniu, czy tego chcesz?
- Czego?
- Mówisz, że nie wybaczyłabyś sobie usunięcia ciąży. Tak więc, odpowiedź jest prosta, chcesz urodzić te dziecko. W tym momencie jest istotne to, co powie Babu, ale cokolwiek by się nie stało... bądź fair wobec siebie.
- A jeżeli...
- Nie ma co gdybyać. - Sue stanowczo pokręciła głową - kochanie, czy jesteś pewna tej decyzji?
- Nie wiem, nie wiem...
Z oczu Anabel popłynęły łzy. Dziewczyna ewidentnie była w marnej sytuacji, a każda zła decyzja mogła ją wiele kosztować. Sue bez wahania przytuliła przyjaciółkę. Też nie była z kamienia. Jej twarz również stała się mokra. Teraz wiedziała, że musi wesprzeć dziewczynę i dać jej kopa, by zaczęła walczyć. Milczenie nie było dobrym rozwiązaniem, teraz sama to zrozumiała. Nie chciała, by też Anabel miała wyrzuty sumienia, żale.
- Powiedz mu jeszcze dziś. - Szepnęła Sue - wieczorem. Mogę nawet wyjść z domu, jeżeli będziecie chcieli zostać sami. Nie odkładaj tego na później, bo będzie jeszcze trudniej. Sama mi to nie raz mówiłaś, a teraz dopiero zaczęłam doceniać te słowa.
- Tak myślisz? - Anabel oderwała się od przyjaciółki - chciałabym byś była przy tym razem ze mną.
- Myślę, że jednak będzie lepiej, jeżeli będzie tylko wasza dwójka. Takie sprawy musicie rozwiązywać razem, beze mnie. To wasze życie. To co teraz postanowicie będzie poglądem na to, co dalej. Pamiętaj, że zawsze będę cię wspierała, dopingowała twojemu szczęściu. Jestem twoją przyjaciółką i nie pozwolę, żebyś była w takim stanie. Jesteś dla mnie jak siostra i sądzę, że doskonale o tym wiesz.
- A ty?
- Co ze mną? Teraz cała reszta mnie nie obchodzi, tylko ty.
- Sue, ale przecież...
- Chcę to zostawić za sobą i nigdy do tego nie wracać. Muszę się z tym pogodzić. Tak, kocham go, ale nic już z tym nie da się zrobić. Nasze drogi się rozeszły. Najwidoczniej tak miało być. To, że pojawił się na wystawie nic nie zmienia. Mam nadzieję, że to był ostatni raz, kiedy była taka sytuacja. Jeżeli chcemy być dorośli to zachowujmy się tak. Sądzę, że tak naprawdę mi i jemu było trzeba sporej lekcji od życia. Trzeba uczyć się na błędach, teraz to wiem.
Dzień mijał za dniem. Ostatnie wydarzenia dawały sporo do myślenia. Nadszedł czas decyzji i wzięcia się w garść. Tak dłużej nie mogło być. Nie warto oglądać się za siebie, trzeba żyć dalej, mimo wszelkich przeciwności. Życie nigdy nie było fair, nie jest i nie będzie. Trzeba się z tym pogodzić, mimo bólu. Anabel zdecydowała się na rozmowę z Robertem. Bała się okropnie, ale musiała to przezwyciężyć. Nie było wyjścia. Ciąża to poważna sprawa, której nie da się od tak przeskoczyć. Przeszłości nie da się wymazać. Trzeba było usiąść i po prostu porozmawiać. Mogło wydawać się to banalne, ale najbardziej szczere i dobre. Jak się okazało, strach ma wielkie oczy. Oczywiste było, że Babu nie krył swojego zaskoczenia, nagłej zmiany, ale było to do przełknięcia. Jednak po wszystkim nie obyło się bez uścisku i pocałunku, pełnym czułości, który miał przypieczętować nowy początek.
- Sue! - Zawołała z sypialni Anabel - widziałaś może moją dużą walizkę? Nie mogę jej znaleźć u siebie.
- A patrzyłaś pod łóżkiem? - Odpowiedziała artystka z pokoju dziennego - przecież...
- Właśnie jej tam nie ma.
- To nie igła w stogu siana. Jest duża to i widoczna.
- No tak, ale u mnie jej nie ma. Przeszukałam cały pokój,
- To sprawdź na przedpokoju w szafie.
- Tak sądzisz?
- Może? Nie wiem, gdzie ją wsadziłaś.
Anabel wyszła ze swojego pokoju i przechodząc przez salon, wyszła na przedpokój. Słychać było jak wszystko tam przewraca, szpera, szuka. Zaraz to trzasnęła drzwiami szafy. Sue spojrzała w stronę progu, lekko unosząc brew.
- Znalazłam! - Zawołała blondynka - miałaś rację.
- No widzisz. - Odparła artystka i spojrzała ku górze - lepiej wiem, gdzie co trzymasz, niż ty sama.
- Jak dobrze, że cię mam. - Anabel weszła do salonu, ciągnąc za sobą walizkę - ciągle o wszystkim zapominam.
- Żadna mi nowość. Teraz mnie zastąpi Robert.
- Nie, ty jesteś nie do zastąpienia.
Anabel puściła walizkę i usiadła na kanapie obok swojej przyjaciółki. Uśmiechnęła się szeroko i dotknęła dłonią jej policzka. Sue było szkoda, że teraz będzie sama w mieszkaniu, wszystko stanie się inne, będzie pusto. To było do przewidzenia. Przecież to wszystko musiało jakoś funkcjonować. Artystka na wiadomość, że Anabel wyprowadza się do Roberta była dla niej radosna, ale zarazem przykra. Teraz miała zostać sama? Jej najlepsza przyjaciółka miała ją opuścić i to całkiem niedługo? Było jej przykro, ale musiała się z tym pogodzić. Chciała, by Anabel była szczęśliwa, a od momentu wyjawienia prawdy swojemu chłopakowi, promieniała.
- Może ci w czymś pomóc? - Spytała Sue - w twoim stanie ruchy są ograniczone.
- Pytasz o to setny raz! - Odpowiedziała z uśmiechem Anabel, podnosząc się z kanapy - póki co nie. Jeżeli będę potrzebowała pomocy to wiem, że mam się do ciebie zgłosić.
- Na pewno?
- Tak.
Vicki kręciła się po sypialni. Zachodziła w głowę, co zrobiła ze swoją komórką. Była pewna, że zostawiła ją na szafce, ale dziwnym przypadkiem zniknęła. Kobieta stanęła po środku pokoju. Zmarszczyła czoło w zastanowieniu, gdzie może być jej zguba.
- Czego szukasz o tej porze? - Spytał Tomo, który był już w łóżku zakopany kołdrą - idź spać i zgaś te światło!
- Nie widziałeś gdzieś mojej komórki? - Odparła niewzruszona Vicki - byłam przekonana, że zostawiłam ją...
- A nie leży w saloniku na stole?
- Faktycznie! Masz rację.
- Kładź się spać! Wiesz która jest godzina?
- Wiem.
- A możesz zgasić to cholerne światło?
- Zaraz.
- Vicki! - Tomo wygrzebał się spod kołdry - nie rób se ze mnie jaj!
- A kto ci tak powiedział? - Żona Chorwata parsknęła śmiechem - poczekaj chwilkę, tylko jeszcze założę sweter, bo chłodno mi się zrobiło.
- Super, teraz będziesz szukać jeszcze jakiejś szmaty? Kładź się do łóżka to będzie ci ciepło.
- Śpij, widzimy się rano.
Vicki wyłączyła górne światło i wyszła z pokoju przymykając za soba drzwi. Doszło do jej uszu jakieś niezrozumiałe narzekania męża, ale postanowiła nie zwracać na to uwagi. Miała tylko nadzieję, że szybko zaśnie. Weszła do pokoju dziennego i natychmiast spostrzegła swoją komórkę. Złapała za nią i zasiadła na sofie. Włączyła cicho telewizor, by nie budzić żadnych podejrzeń. Teraz miała chwilę, by załatwić pewną sprawę.
- Halo? - Odezawła się dziewczyna po drugiej stronie - halo?
- Cześć Sue. - Odparła rześko Vicki - pewnie cię obudziłam? Która jest godzina w LA?
- 5.20.
- Przepraszam, ale nie miałam jak inaczej się z tobą skontaktować, a chciałabym porozmawiać.
- No dobra, wybaczam. - Po głosie Sue dało się rozpoznać zmęczenie - i tak bym musiała za godzinę wstać. Nic nie szkodzi, skoro i tak już nie śpię.
- Co u ciebie słychać?
- Czy ja wiem? Praca, praca i jeszcze raz praca. Musiałam się czymś zająć, by nie zdurnieć. Jakoś wszystko powoli się toczy, na nic nie mogę narzekać. A co u was tam ciekawego się dzieje?
- Ciągle w trasie, sama wiesz jak jest. Teraz Tomo poszedł spać to mam od niego chwilkę spokoju i mogę rozmawiać. Po za tym, przy nim nie chciałam.
- Rozumiem.
- A co u Anabel i Babu? Słyszałam już o radosnych nowinach.
- Dziś jest trzecia noc, kiedy jestem sama w mieszkaniu. Trochę szkoda, że nasza blondyneczka poszła w świat, ale to normalne. Oczywiście jeszcze całkowicie się nie wyprowadziła, sporo jej rzeczy zostało, ale sądzę, że to tylko kwestia czasu. Z czego wiem, wszystko się im układa. Ponoć Robert nawet się cieszy na wieść, że będzie tatą, ale też wiadomo... to zupełna nowość, jeszcze nic nie jest pewne. Jak na aktualną chwilę myślę, że są szczęśliwi. Anabel z pewnością. Zapewne się domyślasz, że nie było jej łatwo na początku.
- Tak, wiem. - Vicki lekko przygryzła usta - Sue, posłuchaj...
- Mhm?
- Tak właściwie to dzwonię do ciebie w pewnej sprawie. Wiem, że to było jakiś czas temu, nie chce rozdrapywać tego, co się stało, ale chciałabym z tobą o tym porozmawiać.
- Chyba nawet wiem do czego zmierzasz...
- No właśnie. Sue, słyszałam co nieco. Z chłopakami praktycznie przebywam cały czas, więc coś wiem.
- Vicki, poczekaj! - Głos Sue stał się stanowczy - wybacz, ale nie wiem, czy chcę o tym jeszcze słuchać. Stało się, bywa i tak. Nie da się cofnąć, niestety. No, ale czy Shannon jeszcze mnie obchodzi? Ma teraz tą plastikową dziunię to niech się cieszy. To co się z nim dzieje mnie już kompletnie nie obcho...
- Wiem, że go nadal kochasz.
- Nie będę kłamać, że nie, ale muszę się pogodzić z pewnymi kwestiami. Sądzę, że to naturalne.
- Tak, oczywiście, ale... Sue, ja wiem, że on żałuje tego, co się ostatnio stało. Wie, że źle zrobił i zachował się okropnie. Widziałam w jakim on jest stanie. Jeżeli sądzisz, że po nim to spływa jak po kaczce to się mylisz. Da się rozpoznać ludzkie uczucia po zachowaniu.
- Nawet gdyby to ja żadnych przeprosin nie usłyszałam i sądzę, że do tego nawet nie dojdzie. Jeżeli faktycznie ma żal o to całe zajście na wystawie to mi o tym powie.
- Albo i nie. - Vicki położyła nogi na stoliku - człowiek za zwyczaj w takich sytuacjach ujmuje się dumą. Znam Shannona i wiem, że w jego przypadku to całkowicie normalne. Nie chcę go tutaj bronić, ani też nikogo wybielać, obstawiać za kimś, ale...
- Ale co?
- Nie myśl, że on też nic nie czuje. Czuje więcej, niż ci się wydaje.
- A Jared?
- Co Jared?
- On doskonale wiedział co się dzieje, a zabrał ze sobą...
- Sue, to pod namową ich matki.
- I co z tego? Są dorośli, sami podejmują decyzję. To żadna wymówka.
- Bo nie jest. Constance zależało na tym, by poszli z nimi Shannon i Crystal. Im było kiepsko odmówić.
- I co?
- Nie patrz na to w taki sposób...
- A niby jak? - Sue poczuła jak zaczyna naradzać się w niej złość - upokorzył mnie, zadrwił, pokazał jak jestem nisko. Miał z tego czystą satysfakcję i, i...
- Na początku tak myślał, ale teraz patrzy na to inaczej. Może coś do niego dotarło? Nie wiem, ale sądzę, że mu nadal na tobie zależy. Nie chcę się wtrącać w wasze sprawy, relacje i to wszystko, ale nawet ślepy to widzi.
- Vicki - Sue pokręciła głową - to już było i nie wróci. Fakt, sama dałam pretekst do rozstania, ale on też miał potknięcia. Oby dowje. Wyszło jak wyszło. Najwidoczniej tak musiało być, nic już z tym nie da się zrobić. Myślę, że będzie lepiej, jeżeli ja i on pozostaniemy bez kontaktu. Każde z nas niech teraz zajmie się swoim życiem.
- Tak myślisz?
- Ja to wiem. Nie ma innej opcji, Vicki zrozum. Nie sądzę, żeby było trzeba dalej ciągnąć ten temat.
- No dobrze. - Kobieta z zrezygnowaniem westchnęła - ale przemyśl jeszcze to wszystko, proszę. Zawsze można na nowo spróbować. Jeżeli nie to chociaż pozostać w pozornie dobrych relacjach. Nikt nie chce się kłócić.
- On najwidoczniej tak. - Odparła ze złośliwością dziewczyna - no dobra, nie ważne. Sądzę, że to już zamknięty temat. Jeżeli chcesz jeszcze coś dodać do tego to tylko ten jeden raz.
- A co mogę powiedzieć? Po prostu to jeszcze raz przemyśl, tylko tyle.
Vicki zakończyła połączenie i odrzuciła komórkę gdzieś na bok. Oparła się łokciem o kolano i zamknęła oczy. Było jej żal tej dwójki, ale też nic na siłę. Może zbyt usilnie chciała ich pogodzić, wpłynąć na tą całą sytuację. Mimo wszystko, chciała, by było miedzy nimi jak dawniej. Uchyliła powieki i wbiła wzrok w kant stolika.
- Z kim rozmawiałaś?
Kobieta słysząc głos swojego męża, podskoczyła. Natychmiast podniosła głowę i spojrzała w jego stronę. Jakby nigdy nic uśmiechnęła się pod nosem. Jednak jego wyraz twarzy był poważny, gdzieś i ciekawość się znalazła. Podszedł do sofy i usiadł na jej oparciu, bacznie obserwując żonę.
- To jakieś zeznanie? - Vicki uniosła brwi - daj mi spokój. Muszę się jeszcze ciebie pytać, czy mogę zadzwonić? A może trzeba do pana wysłać odpowiednią petycję?
- Nie wydurniaj się! - Tomo przewrócił oczami - a gdybym to ja po nocy wydzwaniał do kogoś, podczas, kiedy to ty byś spała? Nie wydawałoby ci się to podejrzane?
- Ale ty kochanie nie spałeś...
- Vicki!
- No co? Dobra, przyznam się... rozmawiałam z kochankiem, zadowolony?
- Pitu pitu. - Chorwat w końcu się ruszył i podszedł do okna - pytam poważnie.
- Tomo, daj spokój. Zazdrosny jesteś? Nie ufasz mi?
- Nie wiem co się dzieje, po prostu.
- Oj, przestań! Czy ty zawsze musisz wszystko tak wyolbrzymiać?
Vicki zaśmiała się z ironią i poderwała się z sofy. Spojrzała w stronę męża i tylko machnęła ręką. Pełna poirytowania, ruszyła do sypialni. Przeszła ją obawa, że może słyszał jej rozmowę, ale miała nadzieję, że jednak nie.
Sue przewróciła się na plecy i rozłożyła ręce po obu stronach łóżka. Nastał kolejny dzień. Za oknem jeszcze było ciemno, tylko miejscami promienie słońca, przedzierały się przez mgłę. Dziewczyna w końcu usiadła i nieprzytomnym wzrokiem rozejrzała się po sypialni. Panował zupełny chaos. Sue w końcu postanowiła się wziąć w garść. Droga do drzwi była prawie nie do przejścia. Każdy krok groził utrata życia. Dziewczyna stanęła przed lustrem, wiszącym nad umywalką. Wyglądała jak zmora. Przetarła dłonią twarz. Pod oczami pokazały się cienie, worki, które na pierwszy rzut były nie do zakrycia. Zapowiadał się bardzo ciekawy poranek.
Sue wbiegła do redakcji. Była spóźniona, mimo tego że wcześniej wstała, obudzona telefonem od Vicki. Bieganie na szpilkach nie było prostą rzeczą, lecz w tym wypadku musiała podjąć ryzyko złamania nogi. Gdy tylko znalazła się na odpowiednim piętrze, jak najszybciej się dało, ruszyła do swojego biura. Otworzyła drzwi i weszła do środka. Wszystkie swoje rzeczy rzuciła na biurko, po czym opadła na skórzany i wygodny fotel. Odchyliła głowę w tył. Znów w karku czuła ból. Czyżby kolejny raz krzywo spała. Już miała otwierać swojego laptopa, kiedy to do pokoju weszła sekretarka.
- Tak? - Sue uniosła wzrok i spojrzała na dziewczynę - o co chodzi?
- Jesteś proszona do redaktor naczelnej. - Odpowiedziała drobna brunetka - ponoć pilne.
- Dobra, dzięki.
Niebiesko włosa zaczęła nerwowo się rozglądać po pomieszczaniu. Zaraz zdjęła z siebie rozciągniętą bluzę i odrzuciła ją na oparcie fotela. Parę razy okręciła się wokół własnej osi i biegiem ruszyła do drzwi. Szybkim i zdecydowanym krokiem, szła długim korytarzem. Nie miała pojęcia, o co może chodzić. Nie wykluczała też, tego najgorszego scenariusza. Póki co, starała się udawać wyluzowaną, chociaż w prawdzie fakty były zupełnie inne.
- O, nie sądziłam, że tak szybko przyjdziesz. - Powiedziała redaktor, spoglądając na dziewczynę znad swoich okularów - siadaj.
Sue skinęła głową i bez żadnych słów usiadła przed szklanym biurkiem. Miała nadzieję, że nie chodzi o jej spóźnienie, czy inne przewinienie.
- Więc tak - mówiła kobieta - wezwałam cię do siebie, ponieważ jest dla ciebie zlecenie. W piątek lecisz do Paryża. Jest pokaz mody, na którym muszą koniecznie pokazać się przedstawiciele naszej redakcji. Tak więc i ty też się wybierzesz. Będzie tam dużo znanych i ważnych osobowości, mam nadzieję, że sobie poradzisz. Będziemy siedziały w pierwszym rzędzie, jak zwykle. Twoje stanowisko wymaga trochę więcej.
- Ale w ten piątek? - Spytała Sue - w tym tygodniu?
- To chyba logiczne? Dziecko, mnie się pytań nie zadaje. Powinnaś już o tym wiedzieć. Nie ma czasu na naukę.
- Dobrze.
- Możesz już iść. Poproszę asystentkę, by później przyniosła ci do biura wszelkie informacje. Po za tym, będzie trzeba coś odpowiedniego ci znaleźć na tą okazję.
Sue wstała z fotela i ruszyła do drzwi. Mogła odetchnąć z ulgą. Wszystko poszło w dobrym kierunku. To co było złe, odeszło gdzieś. Zamknęła za sobą drzwi i szeroko się uśmiechnęła. Miała jechać do Paryża? Spotkać ludzi wielkiej sławy w świecie mody, siedzieć w pierwszym rzędzie, rozmawiać i debatować z innymi. Tuż to szaleństwo, ale któremu można dać się porwać. Sue czuła jak nosi ją radość. Ona tam? Kto by przypuszczał. Teraz musiała się spiąć i nie dać plamy. Redaktor miała rację, jej stanowisko wymagało nieco więcej. Dziewczyna szarpnęła za drzwi do swojego biura i natychmiast chwyciła za swoją torebkę. Musiała później spotkać się na lunchu z Gabrielem. Chciała podzielić się z nim swoim szczęściem. Nowe wyzwania, nowi ludzie, inny świat, lepszy... to było tym, czego potrzebowała.
piątek, 11 kwietnia 2014
rozdział 49 - I see fire
Cześć.
Starałam się, by ten rozdział, również był dłuższy. Mam nadzieję, że zaspokoję nim Wasze oczekiwania. Ten post, jak i poprzedni, był pisany z serducha i pod wpływem emocji. W takich momentach wychodzą mi najlepsze teksty. Napisałam już trochę naprzód i piszę nadal na zapas. Zawsze jednak pada na ostateczne poprawki, żeby lepiej się czytało. Zawsze się coś wyłapie, często też coś dopisuje. Bywa i tak, że łącze rozdziały, kiedy stwierdzam, że jest za krótki, albo potrzeba jakiegoś dopełnienia. Tak więc, cóż więcej dodać? Chyba nic, po za tym, że życzę Wam miłej lektury.
- A tak nawiasem mówiąc... rozdziały będą ukazywały się dwa razy w tygodniu. Nie określam się tutaj do konkretnych dni, bo różnie to wychodzi. Jest to spowodowane różnymi czynnikami, m.in.: że chcę każdy wpis dopracować i ewentualnie przemyśleć. Sądzę, że to nawet i lepiej, niż zapełniać bloga, tak naprawdę mało sensownymi wpisami.
Dobra, dałam już wystarczająco długie wypracowanie na wstępie, więc dłużej nie trzymam Was i zapraszam do czytania i oceny rozdziału. Tak jak zawsze, wasza opinia mile widziana w komentarzach.
Pozdrawiam,
Puzzel.
"Nie chciałem cię skrzywdzić, o nie.
To ty tak ostatnio czytasz źle. "
******
Tak to jest, kiedy dzieją się rzeczy do, których sami się przyczyniamy, lecz nie umiemy ich zdrowo przetłumaczyć. Z każdym dniem żalu i smutku było mniej, ale to była tylko przykrywka, by nie martwić innych. Telefony milczały, praca pochłaniała większość czasu, a dawne chwile i znajomości odeszły w niepamięć. Sue dawała z siebie maksimum w pracy, dzięki czemu chociaż przez chwilę nie myślała o tych złych rzeczach. Winiła siebie za wszelkie sytuacje, ale co się stało, odstać się nie mogło. To całkowicie naturalne. Z biegiem czasu podchodziło się do tego z większym dystansem, łapało się chociaż w jakiejś mierze spokój ducha, który tak niedawno był jeszcze marny.Nadszedł kwiecień, minął miesiąc od ostatnich wydarzeń. Ponoć czas leczy rany. Jest to prawda. Jednak blizny się nie goją, tak samo jak pustka w sercu. Nic nie niszczy życia bardziej, niż nędza, też bardzo mądre słowa, które ktoś kiedyś wypowiedział. Ale co zrobić z takim fantem, jak ból po rozstaniu? Może faktycznie było trzeba się trzymać tych zdań, które wymieniono wcześniej?
Tego dnia w Los Angeles było dosyć ponuro. Z ciemnych chmur na niebie, sączył się deszcz, a wiatr porywał wszystko, co się tylko dało. Na ulicach było mniej ludzi. Wszyscy pouciekali tam gdzie jest ciepło i sucho. Sue siedziała w jednej z knajpek pracując na laptopie. Co jakiś czas upijała z filiżanki kawy, albo obserwowała, co się dzieje na około niej. Zerknęła w stronę okna. Pokręciła głową, widząc szalejącą pogodę. Kolejny pochmurny dzień w Mieście Aniołów. Kiedy po raz kolejny wróciła do ekranu, żarówka nad jej głową się zapaliła. Uniosła wzrok, spoglądając na stolik obok. Teraz było pytanie: uciekać, krzyczeć, płakać, czy się poddać i nie zwracać uwagi? Może czekać na rozwój sytuacji? Tak naprawdę żadna z tych opcji nie była dobra. Kobieta siedząca przy stoliku, poczuła na sobie wzrok dziewczyny i spojrzała na nią. Lekko ściągnęła brwi w zastanowieniu. Czyżby ją skądś znała? Widziała ją wcześniej? Serce Sue zaczęło łomotać jak szalone, jakby zaraz miało wyrwać się z jej piersi. Niebieskowłosa odwróciła wzrok, udając, że nic się nie dzieje. Jednak był to błąd. Tym ruchem zaciekawiła kobietę. Sue przeklęła pod nosem. Zaraz to kątem oka, spostrzegła jak kobieta podchodzi do jej stolika. No i stało się. Dziewczyna spojrzała na nią, blado się uśmiechając. W tej sytuacji miała związane ręce, a pola manewru nie było.
- Dzień dobry. - Powiedziała Constance, bacznie przyglądając się artystce - przepraszam, że przeszkadzam, ale my się chyba znamy?
- Tak? - Sue udała zdziwioną - faktycznie! Mama Shannona i Jareda? No tak, poznałyśmy się.
- No właśnie. Mogę się dosiąść? Chyba, że jesteś bardzo zajęta...
- Nie, spokojnie. - Sue zamknęła laptopa, kiedy kobieta usiadła - proszę.
- Nie sądziłam, że cię tu spotkam? Pracujesz?
- Tak, dostałam posadę w dobrej redakcji i...
- Słyszałam. Jared ostatnio coś mi wspominał o tobie. Ponoć zakończyłaś z nimi współpracę?
- Tak. Zbyt dużo obowiązków. Trudno było pogodzić obydwie prace.
- Szkoda, że odeszłaś. - Constance uśmiechnęła się - Wiele zdziałałaś. No, ale sądzę, że nawet gdyby to zawsze możesz wrócić.
- Powiedzmy. - Sue oblizała wargi - trzeba żyć dalej. W sumie dawno się z nikim z nich nie widziałam. Teraz się wszystko pozmieniało. Wie pani może co u Shannona?
- Urwał się wam kontakt? To niedobrze. - Kobieta pokręciła głową - pytasz, co u niego? Z czego wiem to nie za najlepiej. Nie mówi mi o wszystkim. To już nie te czasy, kiedy miał pięć lat i przybiegał do mnie z płaczem, bo Jared zabrał mu piłkę. Rozstał się z dziewczyną. Nic nie wiesz?
- Nie, to akurat wiem. Pamiętam, że...
- Widziałam jak mu zależało mu na tej dziewczynie. Niestety nigdy jej nie poznałam. Trochę szkoda. Shanny nie chciał mi powiedzieć, o co konkretnie chodziło, co się stało. Hmm, a może ty znałaś tą dziewczynę?
- Ja? - Sue poczuła jak przez jej ciało przechodzą dreszcze - wiem tyle samo, co pani.
- W każdym bądź razie - Constance zagarnęła do tyłu swoje długie włosy - teraz chyba chce sobie na nowo poukładać życie. Jakiś czas temu związał się z pewną dziewczyną. Modelka. Ostatnio spotkałam ich u Jareda. Szczerze mówiąc nie przypadła mi do gustu, ale to jego wybór. Jego życie. Nie mogę w to ingerować. W końcu to on ma być szczęśliwy.
- A jest?
- Czy ja wiem? Sądzę, że to nie jest to samo, co z tamtą dziewczyną. Myślę, że chciał tym sposobem pozbyć się wspomnień, ale dobrze obydwie wiemy jak z nim jest. Sądzi, że jeżeli wróci do poprzedniego trybu życia to uda mu się zagłuszyć uczucia. Jak widać nic się nie nauczył. Nadal z niego duży dzieciak. Szkoda mi go. Zapowiadało się tak dobrze.
- Przykro mi. - Sue przygryzła wargę, nie wiedząc, co ma mówić - a tak z ciekawości... jak nazywa się jego nowa dziewczyna?
- Czekaj, czekaj... niech sobie przypomnę. - Constance uniosła wzrok - coś na C? Christina, Cecylia, Ceee.. już wiem! Crystal! Znasz ją?
- Tak, kiedyś miałam okazję, niestety.
- Też za nią nie przepadasz?
- Żeby pani wiedziała.
- Sądzę, że nie tylko my. W Emmie i Vicki też nie budzi sympatii. Czasem się zastanawiam, co Shanny w niej widzi? No, ale nic nie mogę poradzić. Też nie mogę jej porównać z jego poprzednią, bo nie miałam okazji jej poznać. Chcę tylko, żeby nie robił głupstw.
- Może kiedyś do siebie wrócą? - Sue odparła z nadzieją w głosie - z biegiem czasu niektóre rzeczy da się przebaczyć.
- Tego nie wiem? Może tak, może nie? Trudno powiedzieć. Żadna z nas tak naprawdę nie wie, co Shannon ma w głowie.
- Mhm. Pożyjemy zobaczymy.
- Też racja. Póki co ja lecę. Jeszcze dziś przychodzą do mnie znajomi, wybaczysz?
- Miło się rozmawiało.
- Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś się jeszcze spotkamy. Wydajesz się być fajną dziewczyną.
Kobieta wstała od stolika. Uśmiechnęła się po raz ostatni do Sue i znikła za drzwiami kawiarni. Było to spotkanie, które dało dosyć mocno do myślenia.
Anabel krzątała się po kuchni, gotując sos do makaronu. Co jakiś czas zerkała w stronę Babu, który siedział przy stole. Uśmiechnęła się do niego zalotnie i podeszła do kuchenki. Wszystko było prawie gotowe. Wystarczyło tylko jeszcze doprawić i już. Wyjęła z szafki talerze i postawiła na stole. Całkiem "niechcący", złapała za dłoń chłopaka i kołysząc biodrami wróciła do poprzedniego zajęcia.
- A Sue nie będzie? - Spytał Babu - pracuje?
- Tak. Poszła gdzieś na miasto z laptopem i tyle mi wiadomo. - Blondynka wzruszyła ramionami - pewnie coś dla niej zostanie, kiedy wróci.
- Wierzysz w to? Dosyć długo nie jadłem...
- No to dobrze. Tylko zrób sobie miejsce na deser.
- A będzie?
- A jak myślisz? - Anabel podeszła do chłopaka i spoczęła na jego kolanach - nie pożałujesz.
- To mnie podnieciłaś moje myśli.
- Hoho - zaśmiała się dziewczyna - to chyba dobrze? Tak na marginesie... ostatnio wymieniłam materac, bo tamten był już po przejściach. I nawiązując tutaj do deseru, co sądzisz, żeby po obiedzie sprawdzić jak bardzo jest wytrzymały?
Babu uśmiechnął się i przygryzł usta. Anabel pstryknęła go w nos i znów się podniosła. Wyłączyła gaz i otworzyła szufladę, by wyjąć sztućce. Jednak w pewnym momencie zamarła bez ruchu. Wzięła parę głębszych oddechów, po czym zakryła usta dłonią. Zaraz to wybiegła z kuchni, lecąc do łazienki. Babu oczywiście ruszył za nią.
- Wyjdź! - Powiedziała Anabel, wisząc nad muszlą - nie chcę, byś widział mnie w takim stanie.
- W dupie to mam. - Odparł chłopak nie zwracając uwagi na rozkaz dziewczyny - potrzymam ci chociaż włosy.
- Tak, to bardzo romantyczne.
Rozległ się kolejny plusk. Dźwięki były nad wyraz kojące dla uszu. Anabel, gdy tylko skończyła, po omacku sięgnęła po papier i przetarła usta. Siedząc, oparła się o ścianę. Czuła jak kręci się jej w głowie, a ten nagły stan nie mija.
- Może coś zjadłaś? - Spytał Babu, patrząc troskliwie na swoją dziewczynę - może trzeba jechać do lekarza?
- A ty tu jeszcze jesteś? -Odpowiedziała - przecież prosiłam...
- Jakbym nie widział kogoś kto rzyga.
- Ale mnie nie.
- No, kochanie. Już za późno.
- Chyba nici z wspólnego obiadu. Przepraszam.
Drzwi mieszkania się otworzyły. Do środka weszła Sue. Zdjęła buty, wszystkie swoje rzeczy zostawiła na półce. Przez całą drogę do domu, myślała o spotkaniu z matką Leto. Nie wierzyła w to, czego się dowiedziała. Shannon był z Crystal? To było nie do przyjęcia. Mimo wszystko, ponoć kochał Sue, a zaraz znalazł pocieszenie u innej? Jak on mógł, jak on... wtem usłyszała głosy, dochodzące z łazienki. Otworzyła uchylone drzwi i spostrzegła siedzących na podłodze Anabel i Babu. Spojrzała na nich ze zdziwieniem i weszła do środka, pytając:
- Co się dzieje? Ktoś źle się czuje?
- Anabel. - Odpowiedział jej Robert, spoglądając na dziewczynę - poszła kolorowa tęcza.
- Rob! - Odparła oburzona blondynka - wiesz co?
- No co?
- W takim razie zaparzę jakiś ziółek i znajdę jakieś tabletki. - Rzekła Sue - albo nie! Weźmiesz tabletkę i napijesz się coli. Ona umorzy twój stan i poczujesz się lepiej. Dobry pomysł.
Dziewczyna pokiwała głową, przyznając sobie samej rację. Zaraz to pobiegła do kuchni i zaczęła szukać po szafkach odpowiedniej butelki i lekarstwa. Jeszcze brakowało tego, żeby Anabel złapała jakiegoś wirusa. A jak miała ją zarazić? Przecież Sue nie mogła sobie pozwolić na chorobowe, zwłaszcza w tym momencie. Teraz w redakcji był natłok pracy, tyle się działo. Jeszcze planowała kolejny wernisaż. Musiała się jeszcze dziś spotkać z agentką.
- Cholera! - Zawołała - przecież dziś ona przychodzi. Która godzina?
Dziewczyna zerknęła na zegar wiszący na ścianie. Dochodziła 15.10. Za niecałe półgodziny miała się zjawić jej agentka, a ona była w proszku. To było niedopuszczalne. Złapała się za głowę i zaraz odkręciła butelkę coli. Wraz z nią i lekarstwem popędziła do łazienki. Tam zostawiła wszystko Anabel i pobiegła do pokoju. Zaraz to z rzuciła z siebie sukienkę i zdjęła rajstopy. Z krzesła zagarnęła pierwsze lepsze rzeczy. Zaciągnęła na nogi dresy i założyła luźną podkoszulkę. Zaczęła się rozglądać po sypialni, szukając teczki, w której miała potrzebne arkusze kartek. W końcu znalazła ją pod stosem segregatorów. Odkąd podjęła się pracy w redakcji, jej podłoga błagała o sprzątanie. Jednak dziewczyna porwana wirem pracy, nie miała na to czasu. Zaraz to była w salonie i jako tako uprzątała stolik. Położyła na nim niebieską teczkę. Co chwila zmieniała miejsce swojego położenia. W kuchni nastawiła wodę na herbatę z zaniepokojeniem patrząc na zegar. Agentka miała lada chwila się zjawić. Faktycznie, po mieszkaniu rozległ się dzwonek do drzwi. Sue zaraz poszła otworzyć, do środka weszła kobieta.
- Uff, zapomniałam kompletnie, że dziś się widzimy. - Powiedziała dziewczyna, zamykając za nią drzwi - teraz dopiero sobie przypomniałam.
- Musisz sobie założyć kalendarz. - Odparła - dziwię się, że jeszcze tego nie zrobiłaś. A gdzie Anabel? Po za tym, co tak ładnie pachnie?
- Wyszło dosyć niefartownie, bo nasza blondyneczka umiera w toalecie w towarzystwie Roberta. Sądzę, że szybko nie zabiorą się za obiad. Ale my przejdziemy do pokoju dziennego.
- No dobrze.
Obydwie znalazły się w salonie. Zasiadły na sofie z papierami. Nie było tego dużo. Póki co był już przewidziany termin i plan na wystawę. Na razie wszystko zapowiadało się dobrze. Sue podpisywała kolejne kartki, które na szczęście były tylko zwykłymi formalnościami. Szczerze powiedziawszy, miała tego dosyć. Co chwila tonęła w papierkowych robotach. Na szczęście było to tylko przez pewien czas. Dziewczyna wstała i zaczęła się rozglądać za papierosami. Znalazła je na regale. Zaraz wyjęła jednego z paczki i zapaliła. Do jej uszu doszły kolejne jęki i narzekanie Anabel, które dobiegały z łazienki. Sue westchnęła pod nosem i zaraz znów zasiadła na sofie.
- Tak więc.. - mówiła agentka - te mniej przyjemne sprawy mamy już za sobą. Od ciebie pojadę do Kristen poustalać jeszcze parę kwestii. Mam nadzieję, że dasz radę?
- Tak, tak. Spokojnie. - Niebieskowłosa się uśmiechnęła - bez obaw.
- Wiesz, ostatnio w twoim życiu było spore poruszenie, tak więc...
- Nie chcę już o tym mówić.
- Dobrze, nie pora na to, by mącić ci jeszcze w głowie. Wystarczająco dużo się działo przez ostatnie dwa miesiące. Teraz otworzymy kwiecień z przytupem. Na wystawie będzie sporo gości, których powinnaś znać. Zostawię ci teczkę, w której są ci najważniejsi. Przestudiuj ja trochę. Później będziesz udawać, że każdego znasz. Będę przy tobie, albo Kristen to nie dasz plamy. Zawsze ci możemy napomnieć.
- A to jest tylko na zaproszenia?
- Tak, ale właściwie zaprosiłyśmy każdego, właściwie to ja. Mam nadzieję, że nie będziesz miała mi za złe, jeżeli też pojawi się Jared Leto? Bądź, co bądź pracowałaś z nim długo, więc też dobrze, żeby się pojawił. Wyłącz wszelkie uczucia i zgryzoty i podejdź do tego z dystansem. Pora byś oddzielała pracę od spraw osobistych.
- W pełni to rozumiem. Niech będzie. Przecież to z jego bratem się rozstałam, a nie z nim. Wiem, że Shannon już mu powiedział dużo i zapewne określił sobie zdanie o mnie. Mimo wszystko, tak jak mówisz, podejdźmy do tego czysto zawodowo.
- Zuch dziewczyna! Jestem z ciebie dumna. - Kobieta wstała - i pamiętaj. Nie przekładaj na szalę pracy pobudek osobistych i uczuć. To bardzo miesza w życiu. Znam to z samej siebie i każda osoba po fachu powie ci to samo.
- Masz rację. - Sue blado się uśmiechnęła i zaraz dodała: - A wiesz może, co u Kristen? W sensie... chodzi mi tą sprawę z Izaakiem.
- Nie martw się na zapas. To zamknięta sprawa i nie sądzę, żeby była potrzeba wygrzebywania tego typu rzeczy. Przecież sama doskonale wiesz, jakie zdanie na ten temat ma Kristen.
- W sumie.
- No właśnie. Teraz zajmij się pracą nad wystawą. To najważniejsze. Musisz dobrze wypaść. Będzie tam dużo sławnych osobowości. Nie zawiedź nas, a zwłaszcza samej siebie. Rozczarowanie potrafi bardzo boleć, ale sądzę, że ty sama o tym doskonale wiesz. Za dwa tygodnie twój dzień.
Agentka wyszła. Sue zamknęła za nią drzwi, po czym osunęła się po nich do podłogi. Usiadła po turecku i przejechała dłonią po twarzy, na której został rozmazany tusz do rzęs. Jej agentka miała w stu procentach rację, której nie dało się niczym podważyć. Teraz musiała się zmobilizować do działania i zapomnieć o troskach, chociaż było to nie lada wyzwaniem.
Następny dzień, tak jak kolejny, przynosiły nowe zdania i więcej pracy. Sue wiedziała, że to jej czas i musi z tego korzystać. Teraz już prawie wcale nie myślała o Shannonie i o tym wszystkim, co się stało. W tym biegu nawet zapomniała wspomnieć Anabel o ostatniej rozmowie z matką muzyków. Wszystko działo się tak szybko i niespodziewanie, co potrafiło sprawiać o zawrót głowy. Była w tym jedna pozytywna rzecz... mniej zmartwień, zdrowszy umysł.
- Za tydzień wystawa. - Powiedziała Sue jedząc tosta - mam nadzieję, że do tego czasu się wykurujesz.
- Też mam taką nadzieję. - Odparła Anabel, która ledwo chodziła po kuchni - teraz cholernie źle się czuję. Chcę tam być z tobą, ale sama widzisz. Nigdy wcześniej zatrucie żołądkowe tyle się mnie nie trzymało.
- Może jednak lekarz jest dobrym pomysłem?
- Daj spokój!
- A ty jak zwykle swoje. Jesteś strasznie uparta. Człowiek jakkolwiek by się starał to i tak nie umie do ciebie dotrzeć.
- To mamy jakąś wspólną cechę.
Sue uśmiechnęła się pod nosem i pokręciła głową. Jednak widząc pogarszający się stan przyjaciółki, nie mogła sobie pozwolić na całkowite oddanie się pracy. Martwiła się o nią i nalegała, by zgłosiła się do przychodni, ale ta nie słuchała. Jak grochem o ścianę. Jednak kiedy Anabel poszła kolejny raz do łazienki, Sue tupnęła nogą. Tak nie mogło być.
Niebieskowłosa siedziała przed gabinetem, czekając na przyjaciółkę. Dosyć długo jej nie było. Tuż to minęło prawie półgodziny. Dziewczyna w końcu wstała z krzesła i bez większego sensu zaczęła chodzić w tą i z powrotem. W pewnym momencie przystanęła i oparła się placami o ścianę. Prócz niej na korytarzu nie było nikogo. Panowała cisza. Pachniało tam środkami czystości. Sue założyła ręce z niecierpliwością spoglądając w stronę gabinetu. Martwiła się o swoją przyjaciółkę. Chciała, żeby razem z nią była na wystawie. Artystce bardzo na tym zależało. Chciała, by Anabel była wtedy przy niej. W końcu była dla niej jak rodzina. Bez niej to nie to samo. W końcu drzwi się otworzyły. Sue spojrzała na Anabel, czekając, aż coś powie, jednak ta nie wydusiła z siebie, ani słowa. Usiadła na krzesełku. Była cała blada, a w trzęsących się dłoniach, ściskała białą kopertę. Sue usiadła obok, spoglądając na nią z niepokojem.
- Co lekarz powiedział? - Spytała - widzę, że coś jest nie tak.
- Nic takiego. - Do oczu blondynki napłynęły łzy - nic takiego.
- Co jest? Zaczynam się poważnie martwić? Nie rób sobie żartów!
- Sue, za tydzień masz wernisaż. Nie zawracaj sobie mną głowy. Powiem ci po wszystkim. Teraz masz inne sprawy na głowie.
- Przestań gadać głupoty! - Dziewczyna była stanowcza - jesteś dla mnie ważniejsza, niż jakaś tam wystawa. Pal licho z nią.
- Dowiesz się w swoim czasie. Nie chcę ci teraz robić mętliku w głowie. Ten wernisaż jest bardzo ważny, zależy ci na nim, wiem to. Nie sądzę, żeby to był dobry czas na tą rozmowę.
- Ale...
- Sue. Wiem, co mówię. Obiecuję, że porozmawiamy o wszystkim po wystawie. To naprawdę nie jest za najlepszy moment. Też jest mi przykro, bo raczej nie pójdę z tobą. Lekarz powiedział, że teraz powinnam siedzieć w domu.
- To nigdzie nie idę.
- Sue! Daj temu spokój. Nic mi nie będzie. Zostanę z Robertem. Ty pójdziesz tam i będziesz się dobrze bawić.
- Niby jak? Będę się jeszcze bardziej martwić. Nie, nie... nie ma takiej opcji!
- Proszę, daj temu już spokój. Wiem, co mówię.
- Chyba sobie żartujesz?
- Mówię niewyraźnie? Koniec tematu.
Nim ktokolwiek się obejrzał, minął tydzień. Koniec przygotowań do wystawy. Opłaciły się wyrzeczenia, łzy i cały trud, serce, które włożono w całe wydarzenie. Jednak ten wernisaż różnił się od poprzednich. Był bardziej dostojny i elegancki. Tym razem na znacznie wyższym poziomie. Goście znani i z wpływami. Zapowiadało się bajecznie. Sue było ogromnie szkoda, że nie będzie z nią Anabel i Babu. Jednak całą sytuację poratował Gabriel, który wraz z Cornelią, miał się pojawić na wydarzeniu. Mieli też zabrać Doriana. Sue cała chodziła, była ogromnie podekscytowana tym wszystkim. Trzy dni wcześniej wpadła w wir przymierzania i wybierania sukienek. Musiała się postarać. Jednak od czego była redakcja? Zafundowali jej cudowną kreację, która była szyta na miarę. Ten wieczór miał być najlepszym z najlepszych. Teraz zaczynał się nowy czas.
Sue ucałowała w policzek swoją przyjaciółkę i nakazała Robertowi opiekę nad przyjaciółką. Martwiła się o nią okropnie. Nadal milczała w sprawie wizyty u lekarza. Dziewczyna dopytywała się chłopaka o jakieś informacje, lecz ten wiedział tyle samo, co ona.
Taksówka zatrzymała się przed domem. Sue ruszyła pewnym krokiem w jej stronę, lecz uważając na dół sukienki. Ściskając w dłoni małą kopertówkę, wsiadła do samochodu. W jej głowie roiło się od natłoku myśli, mieszanych uczuć. Teraz stała się kimś innym. Mądrzejszym o swoje błędy i doświadczenia. Zamknęła poprzedni rozdział, lecz w głębi duszy chciała do niego wrócić. Gdyby mogła odwrócić czas, gdyby czarne było białe, gdyby woda była sucha... gdyby to najczęstsze było słowo. Ile to już razy powtarzała? Teraz to zostało za nią.
Goście już się zbierali. Sala była prawie zapełniona. Przez drzwi, co chwilę ktoś przechodził. W końcu nadszedł czas przemowy. Sue cała rozpromieniona wyszła na podest. Stanęła przed mikrofonem, rozglądając się. W tłumie dostrzegła swoich przyjaciół, którzy tak samo jak ona byli szczęśliwi. Dziewczyna wzięła głęboki wdech i zaczęła mówić. Rozległy się brawa i uśmiechy na twarzach zebranych gości. Na koniec ukłoniła się i zeszła po stopniach na salę. Oczywiście wokół niej zaczęły zbierać się małe grupki, które koniecznie chciały z nią porozmawiać. W końcu na swojej drodze spotkała brata, wraz z jego dziewczyną. Rzuciła się Gabrielowi na szyję, a ten objął ją mocno. Rozpierała go duma. W końcu miał tak zdolną siostrę, czemu się dziwić? Cieszył się, że dziewczyna wróciła do siebie i zaczęła wszystko na nowo. Nie krył swojego wzruszenia. Zaraz podszedł Dorian, który nagle wyrósł spod ziemi. On, jak i Cornelia, również pogratulowali artystce. Czyżby wszelkie złe chwile odeszły w niepamięć? Na to się zapowiadało.
Artystka uśmiechała się szeroko do wszystkich na około, popijała wino i szampana, prowadziła rozmowy. Chociaż na chwilę nie chciała myśleć o problemach. Była to znakomita okazja. Stała w jednej z grupek, w towarzystwie swojej agentki i przyjaciół. Tego wieczora Kristen nie była zbyt rozmowna. Może źle się poczuła? Zniknęła tak nagle, albo lawirowała wśród tłumu? Jak na tą chwilę Sue nie chciała o tym myśleć. Wtem poczuła na swoim ramieniu czyjś dotyk. Odwróciła się i... jej oczom ukazał się nikt inny, jak sam Jared Leto. Uśmiechnął się do niej blado. Dziewczyna wiedziała, że przyjdzie, ale nie sądziła, że jednak go jeszcze spotka. Tak na dobrą sprawę unikała go jak ognia. Nie miała ochoty na nieprzyjemne rozmowy, a nie daj Boże kłótnie. Obawiała się na najgorszego. W końcu był bratem jej byłego faceta, z którym rozstała się w mało przyjemnych okolicznościach.
- Cześć. - Mężczyzna powiedział pierwszy - miło cię widzieć.
- Ciebie też. - Odparła Sue, chociaż wcale nie była tego taka pewna - a jednak się zjawiłeś?
- No tak. Przyszedłem, bo dostałem zaproszenie. W sumie się nawet zdziwiłem, bo po ostatnich wydarzeniach...
- Byłeś przez długi czas moim pracodawcą, a po za tym jesteś dosyć znaną osobą. Moja agentka zaprosiła prawie każdego to i ciebie też nie pominęła. Proszę, też nie rozmawiajmy o...
- Fakt, to nie jest odpowiedni moment.
- No właśnie. - Sue dopiła wino i pusty kieliszek odstawiła na tacę kelnera - dziś jest bardziej wystawnie, niż poprzednio.
- Właśnie widzę. Kariera się rozkręca?
- Powoli. Trudno nawet to tak nazwać, ale wszystko idzie dobrze.
- To fajnie.
- Przyszedłeś sam?
- W sumie to nie do końca. Zabrałem ze sobą mamę, ona uwielbia takie miejsca. Też chcę dodać, że prócz...
- Przepraszam na chwilkę.
Sue pokręciła głową i parę razy zamrugała oczami. Chciała uniknąć dalszej wymiany zdań z muzykiem. Wyminęła go i ruszyła przed siebie. Przyprowadził ze sobą matkę, co było już wystarczającym ciosem poniżej pasa. Zdawała sobie sprawę, że osoby towarzyszące były jak najbardziej przewidziane, ale tym razem to było ponad wszystko. Nie mogła mieć o to żalu do Constance, ale sam fakt, że Jared o wszystkim wiedział... Dziewczyna przystanęła przy barze i zaraz poprosiła o mocnego drinka. Musiała się napić, by chociaż trochę zejść z tonu. Jej dłonie powoli zaczynały się trząść. Na raz wypiła wszystko ze szklanki, lecz poprosiła o jeszcze jednego, ostatniego. Musiała trzymać równowagę. Nie mogła sobie teraz pozwolić na potknięcie. Pijąc kolejnego drinka na hejnał, puste szkło odstawiła na blat. Zamknęła oczy na parę chwil, wzięła parę głębszych oddechów, by się uspokoić. Miała nadzieję, że nie spotka Constance. Lubiła ją, ale bała się, że rozmowa zejdzie na temat Shannona i ta cała sytuacja byłaby mocno nerowowa... Kiedy już "ochłonęła", postanowiła odejść od baru, by nie budzić niepotrzebnych podejrzeń. Zrobiła parę kroków przed siebie i zaraz przystanęła, by poprawić swoją suknię . Kiedy już miała iść dalej, nagle skamieniała. Z wyprostowanymi plecami i rękoma ułożonymi wzdłuż swoich boków, patrzyła przed siebie z niedowierzaniem. Parę razy mrugnęła oczami z nadzieją, że to tylko zły sen, przewidzenie, ale niestety nie. Tłum jakby się rozstąpił na boki. Paręnaście metrów dalej dostrzegła wysoką blondynkę, wystrojoną w pomarańczową sukienkę, która odkrywała jej długie nogi. Jej blond pasma włosów, delikatnie opadały na jej kości policzkowe. Fakt, wyglądała bardzo ładnie. Wzrokiem mogła kraść serca mężczyzn. Lekko się uśmiechała pod nosem. W końcu spostrzegła Sue. Uniosła głowę znacznie wyżej, jakby chciała pokazać swoją dominację nad artystką. Ta jednak nie miała zamiaru dać się tak łatwo. Niby to obojętnie na nią zerkając, ruszyła w jej stronę. Do twarzy przylepiła złośliwy uśmieszek, który miał świadczyć o tym, że blondynka ma o sobie za wysokie mniemanie.
- Hmm, Crystal? - Pomyślała - ciekawe, kogo jeszcze tutaj spotkam.
Jednak jej pewność siebie nagle znikła. Widok modelki nie robił na niej, aż takiego wrażenia, za to jego i owszem. Nie wierzyła własnym oczom. Sądziła, że Crystal przyszła wraz z Jaredem i jego matką, ale czego mogła się spodziewać. Shannon również zastygł w ruchu, trzymając w dłoni kieliszek. Blondynka patrzyła raz na jedno, raz na drugie. Teraz poczuła się znacznie pewniej i nie kryła swojej "wyższości". Za to Shannon? Sam siebie oszukiwał, że jeżeli przyjdzie na wystawę i to jeszcze z nową dziewczyną, zrobi na złość Sue. Tak naprawdę to sam sobie dał karę. Spoglądał na dziewczynę z żalem, troską i złością. Jednak nie mógł nie przyznać, że wyglądała pięknie, znacznie piękniej od Crystal. Jego wzrok utkwił w jej oczach. Poczuł jak tęsknota gniecie go od środka. Najchętniej podbiegłby teraz do niej i pocałował jak dawniej, ale to byłoby wręcz śmieszne.
- Nie sądziłam, że będziesz miał na tyle dumy, żeby tu przyjść. - Powiedziała Sue, kiedy w końcu zdecydowała się podejść do pary - zwłaszcza z nową wybranką.
- Mama nalegała, byśmy razem się zabrali. - Odparł perkusista z udawaną obojętnością - po za tym, Jared miał prawo do zabrania osób towarzyszących.
- Jednak jest pewna cienka granica, między swobodą, za zachowaniem dobrego smaku. Akurat w tym przypadku ta linia została przekroczona.
- Oh, nagle taki wyszukany język? Faktycznie, odrobiny kultury może cię nauczono. A jak już mowa o dobrym smaku... wydaje mi się, że sama nie wiesz do którego momentu, na co można sobie pozwolić.
- Masz teraz zamiar mi wytykać błędy? Cóż, nie trafiłeś w moment, mój drogi. Tak się składa, że jest tu tyle osób, z którymi bym chętnie porozmawiała, a z tobą tylko marnuje czas.
- Masz rację. - Shannon zdjął rękę z talii Crystal - ja traciłem go przez parę miesięcy.
- Jeżeli masz zamiar się tu wykłócać to chyba podziękuję.
Sue spojrzała na Crystal z pogardą i złośliwie się uśmiechnęła. Wiedziała, że modelka zdaje sobie sprawę z tego, że perkusista nadal żywi do niej uczucia. Artystka nic więcej nie mówiąc odwróciła się od nich i zaczęła iść przed siebie. Rozegrała to idealnie, ale oczywiście patrząc na to z perspektywy sytuacji. Już miała podejść do kolejnej osoby, kiedy poczuła jak ktoś łapie ją za nadgarstek. Natychmiast się odwróciła. Znów widziała Shannona.
- Chcę porozmawiać. - Powiedział - bez świadków, wyjdziemy przed galerię.
- Nie mam najmniejszego zamiaru. - Dziewczyna uwolniła się z jego uścisku - nie dziś, nie teraz. Wystarczy, że tu przyszedłeś i...
- Sue!
Artystka nie chcąc robić scenki przy gościach, w końcu przystała na prośbę perkusisty. Nie był to najlepszy moment na takie rozmowy, ale wiedziała, że on nie odpuści. Zaprowadziła mężczyznę na zaplecze, po czym obydwoje wyszli za galerię. Tam nie było nikogo, prócz nich. Nie było potrzeba dodatkowych uszu. Dziewczyna przysiadła na drewnianym krześle, patrząc zawistnie na Shannona. W końcu wydusiła z siebie, nie kryjąc swoich emocji:
- Nie sądziłam, że tu przyjdziesz. Chcesz mnie upokorzyć, wywołać we mnie poczucie winy, zadrwić, czy może zepsuć mi wieczór? A proszę bardzo! Śmiało, wal! Ponadto przyszedłeś tutaj z tą blond wywłoką!
- Nie mów tak o niej! - Shannon uniósł ton - nawet nie masz prawa jej tak nazywać. Nie znasz jej. Ona w przeciwieństwie do ciebie nie jest...
- No co? No powiedz! - Sue natychmiast poderwała się z krzesła - no śmiało, czekam! Przyszedłeś tu, by mnie teraz zbluzgać? Dawaj, śmiało. Prędzej czy później i tak by do tego doszło. Brak ci języka w gębie? Dobra, mam sama wymieniać? Jestem ostatnią zdzirą, szmatą, puściłam się, oszukałam cię, zawiodłam twoje zaufanie i jeszcze nazwałam Crystal wywłoką? No tak, przecież to bardziej pasuje do mnie! Fakt, to co zrobiłam było podłe, złe, zachowałam się... sam z resztą wiesz! Ale co sądziłeś? Tak, jestem tchórzem, który nie umie się prosto w oczy przyznać do swoich błędów! Żałuję, cholernie żałuję tego co się stało. To musiało we mnie dojrzeć, musiałam zrozumieć. Jest mi źle, przykro. Wyłam, płakałam nocami. Anabel w końcu przyznała się, że z tobą rozmawiała. Chciałam to sama zrobić, ale... po co tu przyszedłeś? Mało ci? Sam byłeś taki fair wobec mnie?
- Sorry, ale ja nie właziłem do łóżka z kim popadnie! - Shannon zaśmiał się ironicznie - a miałem na to mnóstwo okazji. Zauważ, że facetowi jest trudniej. Za to ty nie miałaś żadnych oporów.
- Co? Dobra, jestem dziwką... - Sue również zaczęła mówić głośniej - niech wszyscy się o tym dowiedzą! Już wystarczająco się nałykałam wstydu za samą siebie i, i... wiem jakie błędy popełniłam. Nawet słowo przepraszam, nic w tej sytuacji się nie zmieni. A tak na marginesie... Jak sam możesz sobie to robić? O ile w ogóle ciebie to rusza. Ponoć kochając mnie, wiążesz się nagle z Crystal? To akt złośliwości, czy twój kolejny kaprys? Zapomniałam, to modelka. Jak mógłbyś przepuścić taką okazję? Ciekawa jestem jakie to głodne kawałki jej zaserwowałeś?
- A co miał w sobie ten złamas, do którego cały czas latałaś, co?!
- Bo przy mnie był. I jako jedyny mnie rozumiał. Potrzebowałam wsparcia, przyjaciela, tego wszystkiego, czego mi brakowało. Znalazłam to u niego. Ten natłok emocji i ...
- Nie pieprz mi tu o takich głuupotach, bo zrobiłaś to po raz drugi, kiedy wróciłaś do LA! I nie zasłaniaj się...
- Wiesz? Nie mam pojęcia, czemu to znów zrobiłam. Z żalu, tęsknoty, litości? Kurwa, stało się. Tak, to był mój wybór, pierwsze było błędem. Nawet nie wiesz jak sama siebie później obwiniałam. Wiem, że słusznie. Do tej pory pluje sobie w twarz, bo cie nie przestałam kochać. I co z tego? Straciłam to, co miałam, na własne życzenie. Teraz ci się przyznaję do błędu! Teraz, prosto w oczy. Jeżeli sądzisz, że to tylko ja pozwoliłam na to wszystko, też poszukaj w sobie winy. Bo to, co teraz... z resztą. Kochałam cię, kocham nadal, ale widocznie tak miało być.
Sue machnęła ręką. Nawet nie zauważyła, kiedy jej twarz stała się mokra od łez o smaku gorczycy. Miała dosyć. Nie chcąc już dłużej patrzeć na Shannona szarpnęła za mosiężne drzwi, lecz nie zdążyła już usłyszeć, jego cichego głosu, który tylko mówi...
- Sue, ja też cię kocham i żałuję.
Starałam się, by ten rozdział, również był dłuższy. Mam nadzieję, że zaspokoję nim Wasze oczekiwania. Ten post, jak i poprzedni, był pisany z serducha i pod wpływem emocji. W takich momentach wychodzą mi najlepsze teksty. Napisałam już trochę naprzód i piszę nadal na zapas. Zawsze jednak pada na ostateczne poprawki, żeby lepiej się czytało. Zawsze się coś wyłapie, często też coś dopisuje. Bywa i tak, że łącze rozdziały, kiedy stwierdzam, że jest za krótki, albo potrzeba jakiegoś dopełnienia. Tak więc, cóż więcej dodać? Chyba nic, po za tym, że życzę Wam miłej lektury.
- A tak nawiasem mówiąc... rozdziały będą ukazywały się dwa razy w tygodniu. Nie określam się tutaj do konkretnych dni, bo różnie to wychodzi. Jest to spowodowane różnymi czynnikami, m.in.: że chcę każdy wpis dopracować i ewentualnie przemyśleć. Sądzę, że to nawet i lepiej, niż zapełniać bloga, tak naprawdę mało sensownymi wpisami.
Dobra, dałam już wystarczająco długie wypracowanie na wstępie, więc dłużej nie trzymam Was i zapraszam do czytania i oceny rozdziału. Tak jak zawsze, wasza opinia mile widziana w komentarzach.
Pozdrawiam,
Puzzel.
"Nie chciałem cię skrzywdzić, o nie.
To ty tak ostatnio czytasz źle. "
******
Tak to jest, kiedy dzieją się rzeczy do, których sami się przyczyniamy, lecz nie umiemy ich zdrowo przetłumaczyć. Z każdym dniem żalu i smutku było mniej, ale to była tylko przykrywka, by nie martwić innych. Telefony milczały, praca pochłaniała większość czasu, a dawne chwile i znajomości odeszły w niepamięć. Sue dawała z siebie maksimum w pracy, dzięki czemu chociaż przez chwilę nie myślała o tych złych rzeczach. Winiła siebie za wszelkie sytuacje, ale co się stało, odstać się nie mogło. To całkowicie naturalne. Z biegiem czasu podchodziło się do tego z większym dystansem, łapało się chociaż w jakiejś mierze spokój ducha, który tak niedawno był jeszcze marny.Nadszedł kwiecień, minął miesiąc od ostatnich wydarzeń. Ponoć czas leczy rany. Jest to prawda. Jednak blizny się nie goją, tak samo jak pustka w sercu. Nic nie niszczy życia bardziej, niż nędza, też bardzo mądre słowa, które ktoś kiedyś wypowiedział. Ale co zrobić z takim fantem, jak ból po rozstaniu? Może faktycznie było trzeba się trzymać tych zdań, które wymieniono wcześniej?
Tego dnia w Los Angeles było dosyć ponuro. Z ciemnych chmur na niebie, sączył się deszcz, a wiatr porywał wszystko, co się tylko dało. Na ulicach było mniej ludzi. Wszyscy pouciekali tam gdzie jest ciepło i sucho. Sue siedziała w jednej z knajpek pracując na laptopie. Co jakiś czas upijała z filiżanki kawy, albo obserwowała, co się dzieje na około niej. Zerknęła w stronę okna. Pokręciła głową, widząc szalejącą pogodę. Kolejny pochmurny dzień w Mieście Aniołów. Kiedy po raz kolejny wróciła do ekranu, żarówka nad jej głową się zapaliła. Uniosła wzrok, spoglądając na stolik obok. Teraz było pytanie: uciekać, krzyczeć, płakać, czy się poddać i nie zwracać uwagi? Może czekać na rozwój sytuacji? Tak naprawdę żadna z tych opcji nie była dobra. Kobieta siedząca przy stoliku, poczuła na sobie wzrok dziewczyny i spojrzała na nią. Lekko ściągnęła brwi w zastanowieniu. Czyżby ją skądś znała? Widziała ją wcześniej? Serce Sue zaczęło łomotać jak szalone, jakby zaraz miało wyrwać się z jej piersi. Niebieskowłosa odwróciła wzrok, udając, że nic się nie dzieje. Jednak był to błąd. Tym ruchem zaciekawiła kobietę. Sue przeklęła pod nosem. Zaraz to kątem oka, spostrzegła jak kobieta podchodzi do jej stolika. No i stało się. Dziewczyna spojrzała na nią, blado się uśmiechając. W tej sytuacji miała związane ręce, a pola manewru nie było.
- Dzień dobry. - Powiedziała Constance, bacznie przyglądając się artystce - przepraszam, że przeszkadzam, ale my się chyba znamy?
- Tak? - Sue udała zdziwioną - faktycznie! Mama Shannona i Jareda? No tak, poznałyśmy się.
- No właśnie. Mogę się dosiąść? Chyba, że jesteś bardzo zajęta...
- Nie, spokojnie. - Sue zamknęła laptopa, kiedy kobieta usiadła - proszę.
- Nie sądziłam, że cię tu spotkam? Pracujesz?
- Tak, dostałam posadę w dobrej redakcji i...
- Słyszałam. Jared ostatnio coś mi wspominał o tobie. Ponoć zakończyłaś z nimi współpracę?
- Tak. Zbyt dużo obowiązków. Trudno było pogodzić obydwie prace.
- Szkoda, że odeszłaś. - Constance uśmiechnęła się - Wiele zdziałałaś. No, ale sądzę, że nawet gdyby to zawsze możesz wrócić.
- Powiedzmy. - Sue oblizała wargi - trzeba żyć dalej. W sumie dawno się z nikim z nich nie widziałam. Teraz się wszystko pozmieniało. Wie pani może co u Shannona?
- Urwał się wam kontakt? To niedobrze. - Kobieta pokręciła głową - pytasz, co u niego? Z czego wiem to nie za najlepiej. Nie mówi mi o wszystkim. To już nie te czasy, kiedy miał pięć lat i przybiegał do mnie z płaczem, bo Jared zabrał mu piłkę. Rozstał się z dziewczyną. Nic nie wiesz?
- Nie, to akurat wiem. Pamiętam, że...
- Widziałam jak mu zależało mu na tej dziewczynie. Niestety nigdy jej nie poznałam. Trochę szkoda. Shanny nie chciał mi powiedzieć, o co konkretnie chodziło, co się stało. Hmm, a może ty znałaś tą dziewczynę?
- Ja? - Sue poczuła jak przez jej ciało przechodzą dreszcze - wiem tyle samo, co pani.
- W każdym bądź razie - Constance zagarnęła do tyłu swoje długie włosy - teraz chyba chce sobie na nowo poukładać życie. Jakiś czas temu związał się z pewną dziewczyną. Modelka. Ostatnio spotkałam ich u Jareda. Szczerze mówiąc nie przypadła mi do gustu, ale to jego wybór. Jego życie. Nie mogę w to ingerować. W końcu to on ma być szczęśliwy.
- A jest?
- Czy ja wiem? Sądzę, że to nie jest to samo, co z tamtą dziewczyną. Myślę, że chciał tym sposobem pozbyć się wspomnień, ale dobrze obydwie wiemy jak z nim jest. Sądzi, że jeżeli wróci do poprzedniego trybu życia to uda mu się zagłuszyć uczucia. Jak widać nic się nie nauczył. Nadal z niego duży dzieciak. Szkoda mi go. Zapowiadało się tak dobrze.
- Przykro mi. - Sue przygryzła wargę, nie wiedząc, co ma mówić - a tak z ciekawości... jak nazywa się jego nowa dziewczyna?
- Czekaj, czekaj... niech sobie przypomnę. - Constance uniosła wzrok - coś na C? Christina, Cecylia, Ceee.. już wiem! Crystal! Znasz ją?
- Tak, kiedyś miałam okazję, niestety.
- Też za nią nie przepadasz?
- Żeby pani wiedziała.
- Sądzę, że nie tylko my. W Emmie i Vicki też nie budzi sympatii. Czasem się zastanawiam, co Shanny w niej widzi? No, ale nic nie mogę poradzić. Też nie mogę jej porównać z jego poprzednią, bo nie miałam okazji jej poznać. Chcę tylko, żeby nie robił głupstw.
- Może kiedyś do siebie wrócą? - Sue odparła z nadzieją w głosie - z biegiem czasu niektóre rzeczy da się przebaczyć.
- Tego nie wiem? Może tak, może nie? Trudno powiedzieć. Żadna z nas tak naprawdę nie wie, co Shannon ma w głowie.
- Mhm. Pożyjemy zobaczymy.
- Też racja. Póki co ja lecę. Jeszcze dziś przychodzą do mnie znajomi, wybaczysz?
- Miło się rozmawiało.
- Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś się jeszcze spotkamy. Wydajesz się być fajną dziewczyną.
Kobieta wstała od stolika. Uśmiechnęła się po raz ostatni do Sue i znikła za drzwiami kawiarni. Było to spotkanie, które dało dosyć mocno do myślenia.
Anabel krzątała się po kuchni, gotując sos do makaronu. Co jakiś czas zerkała w stronę Babu, który siedział przy stole. Uśmiechnęła się do niego zalotnie i podeszła do kuchenki. Wszystko było prawie gotowe. Wystarczyło tylko jeszcze doprawić i już. Wyjęła z szafki talerze i postawiła na stole. Całkiem "niechcący", złapała za dłoń chłopaka i kołysząc biodrami wróciła do poprzedniego zajęcia.
- A Sue nie będzie? - Spytał Babu - pracuje?
- Tak. Poszła gdzieś na miasto z laptopem i tyle mi wiadomo. - Blondynka wzruszyła ramionami - pewnie coś dla niej zostanie, kiedy wróci.
- Wierzysz w to? Dosyć długo nie jadłem...
- No to dobrze. Tylko zrób sobie miejsce na deser.
- A będzie?
- A jak myślisz? - Anabel podeszła do chłopaka i spoczęła na jego kolanach - nie pożałujesz.
- To mnie podnieciłaś moje myśli.
- Hoho - zaśmiała się dziewczyna - to chyba dobrze? Tak na marginesie... ostatnio wymieniłam materac, bo tamten był już po przejściach. I nawiązując tutaj do deseru, co sądzisz, żeby po obiedzie sprawdzić jak bardzo jest wytrzymały?
Babu uśmiechnął się i przygryzł usta. Anabel pstryknęła go w nos i znów się podniosła. Wyłączyła gaz i otworzyła szufladę, by wyjąć sztućce. Jednak w pewnym momencie zamarła bez ruchu. Wzięła parę głębszych oddechów, po czym zakryła usta dłonią. Zaraz to wybiegła z kuchni, lecąc do łazienki. Babu oczywiście ruszył za nią.
- Wyjdź! - Powiedziała Anabel, wisząc nad muszlą - nie chcę, byś widział mnie w takim stanie.
- W dupie to mam. - Odparł chłopak nie zwracając uwagi na rozkaz dziewczyny - potrzymam ci chociaż włosy.
- Tak, to bardzo romantyczne.
Rozległ się kolejny plusk. Dźwięki były nad wyraz kojące dla uszu. Anabel, gdy tylko skończyła, po omacku sięgnęła po papier i przetarła usta. Siedząc, oparła się o ścianę. Czuła jak kręci się jej w głowie, a ten nagły stan nie mija.
- Może coś zjadłaś? - Spytał Babu, patrząc troskliwie na swoją dziewczynę - może trzeba jechać do lekarza?
- A ty tu jeszcze jesteś? -Odpowiedziała - przecież prosiłam...
- Jakbym nie widział kogoś kto rzyga.
- Ale mnie nie.
- No, kochanie. Już za późno.
- Chyba nici z wspólnego obiadu. Przepraszam.
Drzwi mieszkania się otworzyły. Do środka weszła Sue. Zdjęła buty, wszystkie swoje rzeczy zostawiła na półce. Przez całą drogę do domu, myślała o spotkaniu z matką Leto. Nie wierzyła w to, czego się dowiedziała. Shannon był z Crystal? To było nie do przyjęcia. Mimo wszystko, ponoć kochał Sue, a zaraz znalazł pocieszenie u innej? Jak on mógł, jak on... wtem usłyszała głosy, dochodzące z łazienki. Otworzyła uchylone drzwi i spostrzegła siedzących na podłodze Anabel i Babu. Spojrzała na nich ze zdziwieniem i weszła do środka, pytając:
- Co się dzieje? Ktoś źle się czuje?
- Anabel. - Odpowiedział jej Robert, spoglądając na dziewczynę - poszła kolorowa tęcza.
- Rob! - Odparła oburzona blondynka - wiesz co?
- No co?
- W takim razie zaparzę jakiś ziółek i znajdę jakieś tabletki. - Rzekła Sue - albo nie! Weźmiesz tabletkę i napijesz się coli. Ona umorzy twój stan i poczujesz się lepiej. Dobry pomysł.
Dziewczyna pokiwała głową, przyznając sobie samej rację. Zaraz to pobiegła do kuchni i zaczęła szukać po szafkach odpowiedniej butelki i lekarstwa. Jeszcze brakowało tego, żeby Anabel złapała jakiegoś wirusa. A jak miała ją zarazić? Przecież Sue nie mogła sobie pozwolić na chorobowe, zwłaszcza w tym momencie. Teraz w redakcji był natłok pracy, tyle się działo. Jeszcze planowała kolejny wernisaż. Musiała się jeszcze dziś spotkać z agentką.
- Cholera! - Zawołała - przecież dziś ona przychodzi. Która godzina?
Dziewczyna zerknęła na zegar wiszący na ścianie. Dochodziła 15.10. Za niecałe półgodziny miała się zjawić jej agentka, a ona była w proszku. To było niedopuszczalne. Złapała się za głowę i zaraz odkręciła butelkę coli. Wraz z nią i lekarstwem popędziła do łazienki. Tam zostawiła wszystko Anabel i pobiegła do pokoju. Zaraz to z rzuciła z siebie sukienkę i zdjęła rajstopy. Z krzesła zagarnęła pierwsze lepsze rzeczy. Zaciągnęła na nogi dresy i założyła luźną podkoszulkę. Zaczęła się rozglądać po sypialni, szukając teczki, w której miała potrzebne arkusze kartek. W końcu znalazła ją pod stosem segregatorów. Odkąd podjęła się pracy w redakcji, jej podłoga błagała o sprzątanie. Jednak dziewczyna porwana wirem pracy, nie miała na to czasu. Zaraz to była w salonie i jako tako uprzątała stolik. Położyła na nim niebieską teczkę. Co chwila zmieniała miejsce swojego położenia. W kuchni nastawiła wodę na herbatę z zaniepokojeniem patrząc na zegar. Agentka miała lada chwila się zjawić. Faktycznie, po mieszkaniu rozległ się dzwonek do drzwi. Sue zaraz poszła otworzyć, do środka weszła kobieta.
- Uff, zapomniałam kompletnie, że dziś się widzimy. - Powiedziała dziewczyna, zamykając za nią drzwi - teraz dopiero sobie przypomniałam.
- Musisz sobie założyć kalendarz. - Odparła - dziwię się, że jeszcze tego nie zrobiłaś. A gdzie Anabel? Po za tym, co tak ładnie pachnie?
- Wyszło dosyć niefartownie, bo nasza blondyneczka umiera w toalecie w towarzystwie Roberta. Sądzę, że szybko nie zabiorą się za obiad. Ale my przejdziemy do pokoju dziennego.
- No dobrze.
Obydwie znalazły się w salonie. Zasiadły na sofie z papierami. Nie było tego dużo. Póki co był już przewidziany termin i plan na wystawę. Na razie wszystko zapowiadało się dobrze. Sue podpisywała kolejne kartki, które na szczęście były tylko zwykłymi formalnościami. Szczerze powiedziawszy, miała tego dosyć. Co chwila tonęła w papierkowych robotach. Na szczęście było to tylko przez pewien czas. Dziewczyna wstała i zaczęła się rozglądać za papierosami. Znalazła je na regale. Zaraz wyjęła jednego z paczki i zapaliła. Do jej uszu doszły kolejne jęki i narzekanie Anabel, które dobiegały z łazienki. Sue westchnęła pod nosem i zaraz znów zasiadła na sofie.
- Tak więc.. - mówiła agentka - te mniej przyjemne sprawy mamy już za sobą. Od ciebie pojadę do Kristen poustalać jeszcze parę kwestii. Mam nadzieję, że dasz radę?
- Tak, tak. Spokojnie. - Niebieskowłosa się uśmiechnęła - bez obaw.
- Wiesz, ostatnio w twoim życiu było spore poruszenie, tak więc...
- Nie chcę już o tym mówić.
- Dobrze, nie pora na to, by mącić ci jeszcze w głowie. Wystarczająco dużo się działo przez ostatnie dwa miesiące. Teraz otworzymy kwiecień z przytupem. Na wystawie będzie sporo gości, których powinnaś znać. Zostawię ci teczkę, w której są ci najważniejsi. Przestudiuj ja trochę. Później będziesz udawać, że każdego znasz. Będę przy tobie, albo Kristen to nie dasz plamy. Zawsze ci możemy napomnieć.
- A to jest tylko na zaproszenia?
- Tak, ale właściwie zaprosiłyśmy każdego, właściwie to ja. Mam nadzieję, że nie będziesz miała mi za złe, jeżeli też pojawi się Jared Leto? Bądź, co bądź pracowałaś z nim długo, więc też dobrze, żeby się pojawił. Wyłącz wszelkie uczucia i zgryzoty i podejdź do tego z dystansem. Pora byś oddzielała pracę od spraw osobistych.
- W pełni to rozumiem. Niech będzie. Przecież to z jego bratem się rozstałam, a nie z nim. Wiem, że Shannon już mu powiedział dużo i zapewne określił sobie zdanie o mnie. Mimo wszystko, tak jak mówisz, podejdźmy do tego czysto zawodowo.
- Zuch dziewczyna! Jestem z ciebie dumna. - Kobieta wstała - i pamiętaj. Nie przekładaj na szalę pracy pobudek osobistych i uczuć. To bardzo miesza w życiu. Znam to z samej siebie i każda osoba po fachu powie ci to samo.
- Masz rację. - Sue blado się uśmiechnęła i zaraz dodała: - A wiesz może, co u Kristen? W sensie... chodzi mi tą sprawę z Izaakiem.
- Nie martw się na zapas. To zamknięta sprawa i nie sądzę, żeby była potrzeba wygrzebywania tego typu rzeczy. Przecież sama doskonale wiesz, jakie zdanie na ten temat ma Kristen.
- W sumie.
- No właśnie. Teraz zajmij się pracą nad wystawą. To najważniejsze. Musisz dobrze wypaść. Będzie tam dużo sławnych osobowości. Nie zawiedź nas, a zwłaszcza samej siebie. Rozczarowanie potrafi bardzo boleć, ale sądzę, że ty sama o tym doskonale wiesz. Za dwa tygodnie twój dzień.
Agentka wyszła. Sue zamknęła za nią drzwi, po czym osunęła się po nich do podłogi. Usiadła po turecku i przejechała dłonią po twarzy, na której został rozmazany tusz do rzęs. Jej agentka miała w stu procentach rację, której nie dało się niczym podważyć. Teraz musiała się zmobilizować do działania i zapomnieć o troskach, chociaż było to nie lada wyzwaniem.
Następny dzień, tak jak kolejny, przynosiły nowe zdania i więcej pracy. Sue wiedziała, że to jej czas i musi z tego korzystać. Teraz już prawie wcale nie myślała o Shannonie i o tym wszystkim, co się stało. W tym biegu nawet zapomniała wspomnieć Anabel o ostatniej rozmowie z matką muzyków. Wszystko działo się tak szybko i niespodziewanie, co potrafiło sprawiać o zawrót głowy. Była w tym jedna pozytywna rzecz... mniej zmartwień, zdrowszy umysł.
- Za tydzień wystawa. - Powiedziała Sue jedząc tosta - mam nadzieję, że do tego czasu się wykurujesz.
- Też mam taką nadzieję. - Odparła Anabel, która ledwo chodziła po kuchni - teraz cholernie źle się czuję. Chcę tam być z tobą, ale sama widzisz. Nigdy wcześniej zatrucie żołądkowe tyle się mnie nie trzymało.
- Może jednak lekarz jest dobrym pomysłem?
- Daj spokój!
- A ty jak zwykle swoje. Jesteś strasznie uparta. Człowiek jakkolwiek by się starał to i tak nie umie do ciebie dotrzeć.
- To mamy jakąś wspólną cechę.
Sue uśmiechnęła się pod nosem i pokręciła głową. Jednak widząc pogarszający się stan przyjaciółki, nie mogła sobie pozwolić na całkowite oddanie się pracy. Martwiła się o nią i nalegała, by zgłosiła się do przychodni, ale ta nie słuchała. Jak grochem o ścianę. Jednak kiedy Anabel poszła kolejny raz do łazienki, Sue tupnęła nogą. Tak nie mogło być.
Niebieskowłosa siedziała przed gabinetem, czekając na przyjaciółkę. Dosyć długo jej nie było. Tuż to minęło prawie półgodziny. Dziewczyna w końcu wstała z krzesła i bez większego sensu zaczęła chodzić w tą i z powrotem. W pewnym momencie przystanęła i oparła się placami o ścianę. Prócz niej na korytarzu nie było nikogo. Panowała cisza. Pachniało tam środkami czystości. Sue założyła ręce z niecierpliwością spoglądając w stronę gabinetu. Martwiła się o swoją przyjaciółkę. Chciała, żeby razem z nią była na wystawie. Artystce bardzo na tym zależało. Chciała, by Anabel była wtedy przy niej. W końcu była dla niej jak rodzina. Bez niej to nie to samo. W końcu drzwi się otworzyły. Sue spojrzała na Anabel, czekając, aż coś powie, jednak ta nie wydusiła z siebie, ani słowa. Usiadła na krzesełku. Była cała blada, a w trzęsących się dłoniach, ściskała białą kopertę. Sue usiadła obok, spoglądając na nią z niepokojem.
- Co lekarz powiedział? - Spytała - widzę, że coś jest nie tak.
- Nic takiego. - Do oczu blondynki napłynęły łzy - nic takiego.
- Co jest? Zaczynam się poważnie martwić? Nie rób sobie żartów!
- Sue, za tydzień masz wernisaż. Nie zawracaj sobie mną głowy. Powiem ci po wszystkim. Teraz masz inne sprawy na głowie.
- Przestań gadać głupoty! - Dziewczyna była stanowcza - jesteś dla mnie ważniejsza, niż jakaś tam wystawa. Pal licho z nią.
- Dowiesz się w swoim czasie. Nie chcę ci teraz robić mętliku w głowie. Ten wernisaż jest bardzo ważny, zależy ci na nim, wiem to. Nie sądzę, żeby to był dobry czas na tą rozmowę.
- Ale...
- Sue. Wiem, co mówię. Obiecuję, że porozmawiamy o wszystkim po wystawie. To naprawdę nie jest za najlepszy moment. Też jest mi przykro, bo raczej nie pójdę z tobą. Lekarz powiedział, że teraz powinnam siedzieć w domu.
- To nigdzie nie idę.
- Sue! Daj temu spokój. Nic mi nie będzie. Zostanę z Robertem. Ty pójdziesz tam i będziesz się dobrze bawić.
- Niby jak? Będę się jeszcze bardziej martwić. Nie, nie... nie ma takiej opcji!
- Proszę, daj temu już spokój. Wiem, co mówię.
- Chyba sobie żartujesz?
- Mówię niewyraźnie? Koniec tematu.
Nim ktokolwiek się obejrzał, minął tydzień. Koniec przygotowań do wystawy. Opłaciły się wyrzeczenia, łzy i cały trud, serce, które włożono w całe wydarzenie. Jednak ten wernisaż różnił się od poprzednich. Był bardziej dostojny i elegancki. Tym razem na znacznie wyższym poziomie. Goście znani i z wpływami. Zapowiadało się bajecznie. Sue było ogromnie szkoda, że nie będzie z nią Anabel i Babu. Jednak całą sytuację poratował Gabriel, który wraz z Cornelią, miał się pojawić na wydarzeniu. Mieli też zabrać Doriana. Sue cała chodziła, była ogromnie podekscytowana tym wszystkim. Trzy dni wcześniej wpadła w wir przymierzania i wybierania sukienek. Musiała się postarać. Jednak od czego była redakcja? Zafundowali jej cudowną kreację, która była szyta na miarę. Ten wieczór miał być najlepszym z najlepszych. Teraz zaczynał się nowy czas.
Sue ucałowała w policzek swoją przyjaciółkę i nakazała Robertowi opiekę nad przyjaciółką. Martwiła się o nią okropnie. Nadal milczała w sprawie wizyty u lekarza. Dziewczyna dopytywała się chłopaka o jakieś informacje, lecz ten wiedział tyle samo, co ona.
Taksówka zatrzymała się przed domem. Sue ruszyła pewnym krokiem w jej stronę, lecz uważając na dół sukienki. Ściskając w dłoni małą kopertówkę, wsiadła do samochodu. W jej głowie roiło się od natłoku myśli, mieszanych uczuć. Teraz stała się kimś innym. Mądrzejszym o swoje błędy i doświadczenia. Zamknęła poprzedni rozdział, lecz w głębi duszy chciała do niego wrócić. Gdyby mogła odwrócić czas, gdyby czarne było białe, gdyby woda była sucha... gdyby to najczęstsze było słowo. Ile to już razy powtarzała? Teraz to zostało za nią.
Goście już się zbierali. Sala była prawie zapełniona. Przez drzwi, co chwilę ktoś przechodził. W końcu nadszedł czas przemowy. Sue cała rozpromieniona wyszła na podest. Stanęła przed mikrofonem, rozglądając się. W tłumie dostrzegła swoich przyjaciół, którzy tak samo jak ona byli szczęśliwi. Dziewczyna wzięła głęboki wdech i zaczęła mówić. Rozległy się brawa i uśmiechy na twarzach zebranych gości. Na koniec ukłoniła się i zeszła po stopniach na salę. Oczywiście wokół niej zaczęły zbierać się małe grupki, które koniecznie chciały z nią porozmawiać. W końcu na swojej drodze spotkała brata, wraz z jego dziewczyną. Rzuciła się Gabrielowi na szyję, a ten objął ją mocno. Rozpierała go duma. W końcu miał tak zdolną siostrę, czemu się dziwić? Cieszył się, że dziewczyna wróciła do siebie i zaczęła wszystko na nowo. Nie krył swojego wzruszenia. Zaraz podszedł Dorian, który nagle wyrósł spod ziemi. On, jak i Cornelia, również pogratulowali artystce. Czyżby wszelkie złe chwile odeszły w niepamięć? Na to się zapowiadało.
Artystka uśmiechała się szeroko do wszystkich na około, popijała wino i szampana, prowadziła rozmowy. Chociaż na chwilę nie chciała myśleć o problemach. Była to znakomita okazja. Stała w jednej z grupek, w towarzystwie swojej agentki i przyjaciół. Tego wieczora Kristen nie była zbyt rozmowna. Może źle się poczuła? Zniknęła tak nagle, albo lawirowała wśród tłumu? Jak na tą chwilę Sue nie chciała o tym myśleć. Wtem poczuła na swoim ramieniu czyjś dotyk. Odwróciła się i... jej oczom ukazał się nikt inny, jak sam Jared Leto. Uśmiechnął się do niej blado. Dziewczyna wiedziała, że przyjdzie, ale nie sądziła, że jednak go jeszcze spotka. Tak na dobrą sprawę unikała go jak ognia. Nie miała ochoty na nieprzyjemne rozmowy, a nie daj Boże kłótnie. Obawiała się na najgorszego. W końcu był bratem jej byłego faceta, z którym rozstała się w mało przyjemnych okolicznościach.
- Cześć. - Mężczyzna powiedział pierwszy - miło cię widzieć.
- Ciebie też. - Odparła Sue, chociaż wcale nie była tego taka pewna - a jednak się zjawiłeś?
- No tak. Przyszedłem, bo dostałem zaproszenie. W sumie się nawet zdziwiłem, bo po ostatnich wydarzeniach...
- Byłeś przez długi czas moim pracodawcą, a po za tym jesteś dosyć znaną osobą. Moja agentka zaprosiła prawie każdego to i ciebie też nie pominęła. Proszę, też nie rozmawiajmy o...
- Fakt, to nie jest odpowiedni moment.
- No właśnie. - Sue dopiła wino i pusty kieliszek odstawiła na tacę kelnera - dziś jest bardziej wystawnie, niż poprzednio.
- Właśnie widzę. Kariera się rozkręca?
- Powoli. Trudno nawet to tak nazwać, ale wszystko idzie dobrze.
- To fajnie.
- Przyszedłeś sam?
- W sumie to nie do końca. Zabrałem ze sobą mamę, ona uwielbia takie miejsca. Też chcę dodać, że prócz...
- Przepraszam na chwilkę.
Sue pokręciła głową i parę razy zamrugała oczami. Chciała uniknąć dalszej wymiany zdań z muzykiem. Wyminęła go i ruszyła przed siebie. Przyprowadził ze sobą matkę, co było już wystarczającym ciosem poniżej pasa. Zdawała sobie sprawę, że osoby towarzyszące były jak najbardziej przewidziane, ale tym razem to było ponad wszystko. Nie mogła mieć o to żalu do Constance, ale sam fakt, że Jared o wszystkim wiedział... Dziewczyna przystanęła przy barze i zaraz poprosiła o mocnego drinka. Musiała się napić, by chociaż trochę zejść z tonu. Jej dłonie powoli zaczynały się trząść. Na raz wypiła wszystko ze szklanki, lecz poprosiła o jeszcze jednego, ostatniego. Musiała trzymać równowagę. Nie mogła sobie teraz pozwolić na potknięcie. Pijąc kolejnego drinka na hejnał, puste szkło odstawiła na blat. Zamknęła oczy na parę chwil, wzięła parę głębszych oddechów, by się uspokoić. Miała nadzieję, że nie spotka Constance. Lubiła ją, ale bała się, że rozmowa zejdzie na temat Shannona i ta cała sytuacja byłaby mocno nerowowa... Kiedy już "ochłonęła", postanowiła odejść od baru, by nie budzić niepotrzebnych podejrzeń. Zrobiła parę kroków przed siebie i zaraz przystanęła, by poprawić swoją suknię . Kiedy już miała iść dalej, nagle skamieniała. Z wyprostowanymi plecami i rękoma ułożonymi wzdłuż swoich boków, patrzyła przed siebie z niedowierzaniem. Parę razy mrugnęła oczami z nadzieją, że to tylko zły sen, przewidzenie, ale niestety nie. Tłum jakby się rozstąpił na boki. Paręnaście metrów dalej dostrzegła wysoką blondynkę, wystrojoną w pomarańczową sukienkę, która odkrywała jej długie nogi. Jej blond pasma włosów, delikatnie opadały na jej kości policzkowe. Fakt, wyglądała bardzo ładnie. Wzrokiem mogła kraść serca mężczyzn. Lekko się uśmiechała pod nosem. W końcu spostrzegła Sue. Uniosła głowę znacznie wyżej, jakby chciała pokazać swoją dominację nad artystką. Ta jednak nie miała zamiaru dać się tak łatwo. Niby to obojętnie na nią zerkając, ruszyła w jej stronę. Do twarzy przylepiła złośliwy uśmieszek, który miał świadczyć o tym, że blondynka ma o sobie za wysokie mniemanie.
- Hmm, Crystal? - Pomyślała - ciekawe, kogo jeszcze tutaj spotkam.
Jednak jej pewność siebie nagle znikła. Widok modelki nie robił na niej, aż takiego wrażenia, za to jego i owszem. Nie wierzyła własnym oczom. Sądziła, że Crystal przyszła wraz z Jaredem i jego matką, ale czego mogła się spodziewać. Shannon również zastygł w ruchu, trzymając w dłoni kieliszek. Blondynka patrzyła raz na jedno, raz na drugie. Teraz poczuła się znacznie pewniej i nie kryła swojej "wyższości". Za to Shannon? Sam siebie oszukiwał, że jeżeli przyjdzie na wystawę i to jeszcze z nową dziewczyną, zrobi na złość Sue. Tak naprawdę to sam sobie dał karę. Spoglądał na dziewczynę z żalem, troską i złością. Jednak nie mógł nie przyznać, że wyglądała pięknie, znacznie piękniej od Crystal. Jego wzrok utkwił w jej oczach. Poczuł jak tęsknota gniecie go od środka. Najchętniej podbiegłby teraz do niej i pocałował jak dawniej, ale to byłoby wręcz śmieszne.
- Nie sądziłam, że będziesz miał na tyle dumy, żeby tu przyjść. - Powiedziała Sue, kiedy w końcu zdecydowała się podejść do pary - zwłaszcza z nową wybranką.
- Mama nalegała, byśmy razem się zabrali. - Odparł perkusista z udawaną obojętnością - po za tym, Jared miał prawo do zabrania osób towarzyszących.
- Jednak jest pewna cienka granica, między swobodą, za zachowaniem dobrego smaku. Akurat w tym przypadku ta linia została przekroczona.
- Oh, nagle taki wyszukany język? Faktycznie, odrobiny kultury może cię nauczono. A jak już mowa o dobrym smaku... wydaje mi się, że sama nie wiesz do którego momentu, na co można sobie pozwolić.
- Masz teraz zamiar mi wytykać błędy? Cóż, nie trafiłeś w moment, mój drogi. Tak się składa, że jest tu tyle osób, z którymi bym chętnie porozmawiała, a z tobą tylko marnuje czas.
- Masz rację. - Shannon zdjął rękę z talii Crystal - ja traciłem go przez parę miesięcy.
- Jeżeli masz zamiar się tu wykłócać to chyba podziękuję.
Sue spojrzała na Crystal z pogardą i złośliwie się uśmiechnęła. Wiedziała, że modelka zdaje sobie sprawę z tego, że perkusista nadal żywi do niej uczucia. Artystka nic więcej nie mówiąc odwróciła się od nich i zaczęła iść przed siebie. Rozegrała to idealnie, ale oczywiście patrząc na to z perspektywy sytuacji. Już miała podejść do kolejnej osoby, kiedy poczuła jak ktoś łapie ją za nadgarstek. Natychmiast się odwróciła. Znów widziała Shannona.
- Chcę porozmawiać. - Powiedział - bez świadków, wyjdziemy przed galerię.
- Nie mam najmniejszego zamiaru. - Dziewczyna uwolniła się z jego uścisku - nie dziś, nie teraz. Wystarczy, że tu przyszedłeś i...
- Sue!
Artystka nie chcąc robić scenki przy gościach, w końcu przystała na prośbę perkusisty. Nie był to najlepszy moment na takie rozmowy, ale wiedziała, że on nie odpuści. Zaprowadziła mężczyznę na zaplecze, po czym obydwoje wyszli za galerię. Tam nie było nikogo, prócz nich. Nie było potrzeba dodatkowych uszu. Dziewczyna przysiadła na drewnianym krześle, patrząc zawistnie na Shannona. W końcu wydusiła z siebie, nie kryjąc swoich emocji:
- Nie sądziłam, że tu przyjdziesz. Chcesz mnie upokorzyć, wywołać we mnie poczucie winy, zadrwić, czy może zepsuć mi wieczór? A proszę bardzo! Śmiało, wal! Ponadto przyszedłeś tutaj z tą blond wywłoką!
- Nie mów tak o niej! - Shannon uniósł ton - nawet nie masz prawa jej tak nazywać. Nie znasz jej. Ona w przeciwieństwie do ciebie nie jest...
- No co? No powiedz! - Sue natychmiast poderwała się z krzesła - no śmiało, czekam! Przyszedłeś tu, by mnie teraz zbluzgać? Dawaj, śmiało. Prędzej czy później i tak by do tego doszło. Brak ci języka w gębie? Dobra, mam sama wymieniać? Jestem ostatnią zdzirą, szmatą, puściłam się, oszukałam cię, zawiodłam twoje zaufanie i jeszcze nazwałam Crystal wywłoką? No tak, przecież to bardziej pasuje do mnie! Fakt, to co zrobiłam było podłe, złe, zachowałam się... sam z resztą wiesz! Ale co sądziłeś? Tak, jestem tchórzem, który nie umie się prosto w oczy przyznać do swoich błędów! Żałuję, cholernie żałuję tego co się stało. To musiało we mnie dojrzeć, musiałam zrozumieć. Jest mi źle, przykro. Wyłam, płakałam nocami. Anabel w końcu przyznała się, że z tobą rozmawiała. Chciałam to sama zrobić, ale... po co tu przyszedłeś? Mało ci? Sam byłeś taki fair wobec mnie?
- Sorry, ale ja nie właziłem do łóżka z kim popadnie! - Shannon zaśmiał się ironicznie - a miałem na to mnóstwo okazji. Zauważ, że facetowi jest trudniej. Za to ty nie miałaś żadnych oporów.
- Co? Dobra, jestem dziwką... - Sue również zaczęła mówić głośniej - niech wszyscy się o tym dowiedzą! Już wystarczająco się nałykałam wstydu za samą siebie i, i... wiem jakie błędy popełniłam. Nawet słowo przepraszam, nic w tej sytuacji się nie zmieni. A tak na marginesie... Jak sam możesz sobie to robić? O ile w ogóle ciebie to rusza. Ponoć kochając mnie, wiążesz się nagle z Crystal? To akt złośliwości, czy twój kolejny kaprys? Zapomniałam, to modelka. Jak mógłbyś przepuścić taką okazję? Ciekawa jestem jakie to głodne kawałki jej zaserwowałeś?
- A co miał w sobie ten złamas, do którego cały czas latałaś, co?!
- Bo przy mnie był. I jako jedyny mnie rozumiał. Potrzebowałam wsparcia, przyjaciela, tego wszystkiego, czego mi brakowało. Znalazłam to u niego. Ten natłok emocji i ...
- Nie pieprz mi tu o takich głuupotach, bo zrobiłaś to po raz drugi, kiedy wróciłaś do LA! I nie zasłaniaj się...
- Wiesz? Nie mam pojęcia, czemu to znów zrobiłam. Z żalu, tęsknoty, litości? Kurwa, stało się. Tak, to był mój wybór, pierwsze było błędem. Nawet nie wiesz jak sama siebie później obwiniałam. Wiem, że słusznie. Do tej pory pluje sobie w twarz, bo cie nie przestałam kochać. I co z tego? Straciłam to, co miałam, na własne życzenie. Teraz ci się przyznaję do błędu! Teraz, prosto w oczy. Jeżeli sądzisz, że to tylko ja pozwoliłam na to wszystko, też poszukaj w sobie winy. Bo to, co teraz... z resztą. Kochałam cię, kocham nadal, ale widocznie tak miało być.
Sue machnęła ręką. Nawet nie zauważyła, kiedy jej twarz stała się mokra od łez o smaku gorczycy. Miała dosyć. Nie chcąc już dłużej patrzeć na Shannona szarpnęła za mosiężne drzwi, lecz nie zdążyła już usłyszeć, jego cichego głosu, który tylko mówi...
- Sue, ja też cię kocham i żałuję.
Subskrybuj:
Posty (Atom)